Feeds:
Posty
Komentarze

Siedzę i siedzę nad paroma notkami i nie potrafię ich skończyć. W międzyczasie bart napisał kolejny elaborat; nawet ztrewq wrócił do świata żywych, tłukąc buca prosto w łysinę. Postanowiłem więc zrobić serię opartą na ciągu myślowo-poszukiwawczym – ta jest pierwsza z serii, nie wiem ile tego w końcu będzie, bo nie wiem dokąd ten szlag mnie doprowadzi (pun intended).

Zaczęło się niewinnie, od oglądania telewizji. Powtórka jednego z odcinków QI wywołała we mnie nagłą chęć dowiedzenia się czegoś więcej na temat DDT (związek między jednym a drugim będzie wyjaśniony później). Jako że miałem już otwartą angielskojęzyczną Wikipedię, zacząłem czytać opis po angielsku.  Rozbudowany dość mocno artykuł, sporo źródeł, wygląda na w miarę sensowny. Ze strachem zajrzałem na polską wersję. Nie zawiodłem się – lektura hasła mnie trochę przytkała. Przejrzałem historię i trafiłem na autora kilku wprowadzonych (i uźródłowionych!) kwiatków. Jest to znany już tetedekaenowi koneser win. No skoro uźródłowiony – to chyba nie tak źle? Cóż, można znaleźć obecnie źródła na mnóstwo tez, jeżeli nie bierze się pod uwagę jakości tych źródeł. Można zalinkować do Astromaryi jeśli chce się udowodnić spiski chemtrailsów trujących ludzi, można zalinkować do cioci Cukrowej Granulki aby udowodnić fraktalne działanie homeopatii. Można też skorzystać z autorytetu polskich naukowców, by podważyć konsensus naukowy akceptowany powszechnie w środowiskach badawczych. Konsensus jak np. antropogeniczna zmiana klimatu czy szkodliwość DDT. Których naukowców? Pytanie zasadne, bo takich mamy w Polsce sporo. Tu jednak napiszę o dwóch, ze szczególnym naciskiem na jednego.

Zbigniew Jaworowski i Przemysław Mastalerz znani są przede wszystkim z notek Doskonale Szarego, który regularnie punktuje zabawne i straszne głupoty propagowane przez obu. Lekarz Jaworowski dorobił się nawet osobnej kategorii wpisów. Chemikowi Mastalerzowi Doskonale szary poświęcił serię notek. Tutaj jednak nie będzie o klimacie a o DDT. Przywołany wyżej koneser win jako źródło do nieszkodliwości tej substancji dodał nieznane mi wcześniej dzieło Jaworowskiego zatytułowane Współczesne mity. Zachęcony znajomością sporych talentów autora w tworzeniu własnych mitów opartych o ziemkiewiczowski risercz, postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu dziełku. Na samej górze strony stoi jak wół nazwa miejsca, które ten tekst wydało – MYŚL SOCJALDEMOKRATYCZNA 1(2003) p.29-37. Trochę mnie zaskoczyło, że czasopismo o tak jasnej nazwie wydrukowało idola libertardów. Chwilę poświęciłem na poszukiwanie jakichś szerszych informacji na ten temat i dokopałem się do księgarni Prus24.pl, w której można nabyć najnowszy numer Myśli. Jest tam też informacja o wydawcy – Fundacji im. K. Kelles-Krauza w Warszawie. Fundacja ta związana jest z SLD. Chociaż w 2005 roku Wprost pisał o powiązaniach między partią a fundacją w czasie przeszłym, dziennikarz śledczy z Psychiatryka24 we wpisie z maja 2010 informuje o związkach między SLD a fundacją. Publikacja tekstu Jaworowskiego w czasopiśmie tej Fundacji jest kolejnym przykładem degrengolady SLD (choć miało to miejsce w 2003, wówczas koledzy Leszka Millera mieli ważniejsze sprawy na głowie). Jako wisienkę na torcie warto zauważyć, że w bazie NGO widnieje informacja, że jednym z obszarów działań Fundacji jest:

Ekologia i ochrona zwierząt oraz ochrona dziedzictwa przyrodniczego

W sam raz dla tekstu Jaworowskiego.

Jak pisałem wyżej przede wszystkim DDT w tym tekście zwróciło moją uwagę, gdyż koszmarki klimatyczne znacznie sprawniej rozbraja Doskonale szary. Nie mogę jednak pominąć pięknego zagrania godwinowskiego, dość wcześnie w tekście:

W latach trzydziestych najbardziej rozwinięty był niemiecki ruch „Zielona Rewolucja”, którego naczelne hasło „Krew i Ziemia” (Blut und Boden) wskazywało na wizję holistycznej łączności organizmu z glebą. Na arenie politycznej lobby ekologiczne radziło sobie świetnie (obecnie o niebo lepiej i w skali nie jednego państwa lecz globu), żądając wprowadzenia ustaw pro-ekologicznych, m.in. w sprawie rolnictwa organicznego. Wprowadzenie tych ustaw stało się jednym z punktów programu politycznego NSDAP, partii Adolfa Hitlera, a napisy „Blut und Boden” pojawiły się na bagnetach noszonych przez członków Hitlerjugend.

Miało być o DDT. Jaworowski pisze między innymi tak:

skorupki jaj ptasich miały stawać się pod jego wpływem cienkie i całe populacje ptaków wyginąć wskutek stosowania DDT w rolnictwie i przy zwalczaniu malarii. DDT wycofano. Ale nim to uczyniono okazało się, że nie DDT jest powodem cienkich skorup, oraz że w okresie stosowania DDT liczba ptaków w Ameryce wzrosła.

Niestety nie podaje do tego twierdzenia żadnego źródła. Może wyssał to z palucha? Bo ciężko uwierzyć, że naukowiec, na którego powołują się rzesze denialistów zignorowałby publikacje łączące ekspozycję na DDT i pochodne rozkładu tego związku ze zmniejszaniem grubości skorupek jaj. W 1997 roku ukazał się jeden z artykułów wykazujący taki związek (6 lat przed tekstem Jaworowskiego!). Ba, największe kompendium wiedzy na temat DDT pochodzi z 2002 roku i zawiera sporo informacji na ten temat. Już po publikacji Jaworowskiego kolejne badania analizowały mechanizmy uszkadzania jaj podczas wytwarzania skorupki oraz w późniejszych fazach.

Co do liczb ptaków – computer says NO. Liczebność sokoła wędrownego, pelikana brunatnego, rybołowa i wielu innych gatunków spadała drastycznie, miejscami do 0 (zera). Nie o taki wzrost chyba Jaworowskiemu chodziło?

Ssanie na tym się nie kończy:

W r. 1972 kampania przeciw DDT osiągnęła swą kulminację w czasie trwających siedem miesięcy „hearingów” (posiedzeń) w U.S. Environmental Protection Agency – EPA (amerykańskie ministerstwo ochrony środowiska, powołane jako pierwsze w świecie 1 stycznia 1970, biurokratyczny moloch zatrudniający obecnie 20.000 osób).

Może wg Jaworowskiego ochroną przyrody może się zajmować góra 15 osób, ale w trzecim co do powierzchni kraju na świecie pomstowanie na molochy liczące 20 tysięcy osób (w 2010 – 17 384) jest z lekka śmieszne.

W czasie tych posiedzeń 125 ekspertów przedstawiło dowody, że DDT jest nieszkodliwy dla zdrowia ludzi, ryb i innych organizmów wodnych, dzikiego ptactwa i dzikich ssaków. Stwierdził to w podsumowaniu przewodniczący hearingów. Ignorując opinie ekspertów szef EPA William Ruckelshaus wprowadził zakaz stosowania DDT w USA.

Niestety brak podawania źródeł jest kontynuowany. Ba, podaje informacje sprzeczne z tym, co można znaleźć po minucie szukania w internecie. Ruckelhaus podjął decyzję w wyniku nakazu sądowego, zakazującego używanie DDT. Nie szukałem informacji na temat liczby ekspertów popierających wycofanie DDT z obrotu.

Boli dość mocno konkluzja, że dla Jaworowskiego liczba wspierających jakąś sprawę jest istotniejsza od jakości ich argumentów. Sam nie przedstawia tu żadnych dowodów na stawiane tezy, nie cytuje (nawet z nierecenzowanych czasopism, w których publikuje swoje artykuły klimatologiczne) żadnych badań.

A skąd koty i karaluchy w tytule? W QI była mowa o akcji mającej na celu redukcję niszczycielskiego wpływu DDT na rolnictwo i zdrowie w trudno dostępnych rejonach Sumatry. Losy tej historii (oraz koty i karaluchy) opiszę w drugiej części.


Bibliografia

ResearchBlogging.org

Lundholm CD (1997). DDE-induced eggshell thinning in birds: effects of p,p’-DDE on the calcium and prostaglandin metabolism of the eggshell gland. Comparative biochemistry and physiology. Part C, Pharmacology, toxicology & endocrinology, 118 (2), 113-28 PMID: 9490182

Holm, L., Blomqvist, A., Brandt, I., Brunström, B., Ridderstråle, Y., & Berg, C. (2006). EMBRYONIC EXPOSURE TO O,P′-DDT CAUSES EGGSHELL THINNING AND ALTERED SHELL GLAND CARBONIC ANHYDRASE EXPRESSION IN THE DOMESTIC HEN Environmental Toxicology and Chemistry, 25 (10) DOI: 10.1897/05-619R.1

Guillette LJ Jr (2006). Endocrine disrupting contaminants–beyond the dogma. Environmental health perspectives, 114 Suppl 1, 9-12 PMID: 16818240

BROWN, J., VAN COEVERDEN DE GROOT, P., BIRT, T., SEUTIN, G., BOAG, P., & FRIESEN, V. (2007). Appraisal of the consequences of the DDT-induced bottleneck on the level and geographic distribution of neutral genetic variation in Canadian peregrine falcons, Falco peregrinus Molecular Ecology, 16 (2), 327-343 DOI: 10.1111/j.1365-294X.2007.03151.x

Lolokaust palaczy

Kruki z papierosami w dziobach
(Zdjęcie autorstwa Judy i Tony’ego Ellis, kopia ze strony Daily Mail)

Powrót do gwiazd

MRW zaczął akcję, która powoli nabiera rozpędu. Polska ma mieć swojego satelitę i w związku z tym ogłoszono konkurs na nazwę. Mrw wpadł na genialny pomysł, wspierany plakatem:

Wcześniej nie było opcji wyboru Lema, tak więc teraz zamiast wysyłać maile, trzeba klikać! (w obrazek)

Zgodnie z pomysłem mrw też proszę – podaj dalej! I klikaj!

Cytat tygodnia

Od pewnego czasu nie udzielam nikomu dokładnych wskazówek bibliograficznych z uwagi na to, że bywały one wykorzystywane przez co sprytniejszych studentów przy pisaniu ich prac magisterskich, a ja nie chcę być mimowolnym pomocnikiem spryciarzy i oszustów, którzy nazywają naiwnych informatorów “jeleniami”.

autorstwa ryszadxxxl na blogu Archeowieści ..

Fronda i in vitro

Wypowiedź Rady Episkopatu ds Rodziny na temat zapłodnienia in vitro została zauważona na katolickim portalu Fronda.pl. Sam artykuł na portalu jest dość (jak na Frondę) neutralny. Esencją Frondy są jednak komentatorzy. Oni tworzą specyficzny światek pełen miłości do bliźniego i tolerancji wobec innych. Nie inaczej jest też pod tym artykułem. Pozwoliłem sobie wynotować kilka najbardziej interesujących przemyśleń bogobojnych użytkowników katolickiego portalu Fronda.pl:

Użytkownik Pokręć:

Ludzie po prostu dostaja jakiegos niezdrowego pie..lca, kiedy idzie o chęć posiadania dziecka. Są gotowi skazać na los w lodówce do odwołania co najmniej kilkoro dzieci, żeby miec jedno. Traktują dziecko, jak mała dziewczynka lalkę do zabawy a pies kość, co mu się należy jak buda. Chcą miec dziecko, to im się należy i nie ma dyskusji, za jaką cenę.

Rodzaj ludzki jest po prostu bezdennie głupi.

Kreskania:

„pragnienie dziecka jest bardzo silne” – od kiedy powołaniem medycyny jest spełnianie zachcianek i kaprysów człowieka.

Holandia11:

Dusza powstaje w momencie poczęcia. Tworzy ją Bóg w chwili gdy męska komórka rozrodcza łączy się z żeńską, a więc w momencie poczęcia. Wcześniej dusza nie istnieje.

Co do pojęć takich jak „zygota”, „zarodek”, „płód”. Są to terminy stworzone przez świecką naukę. Gdy przewertujemy całe Pismo Święte nigdzie nie znajdziemy, ani jednej sugestii jakoby, to co jest w ciele matki miało być czym innym niż dzieciątkiem.

Czarnybez:

Ja nie potrzebuje dowodów żeby wiedzieć, że dzieci z in vitro mogą być bardziej chorowite, mogą tez chorować na nieznane dotąd choroby.

tia:

Życie to ruch. Podział komórek to ruch. Mamy zatem do czynienia z życiem ludzkim. Istnieje inny problem, kiedy powstaje człowiek podobny nam, narodzonym? Wtedy, kiedy wytwarza się układ nerwowy? Czy wtedy, kiedy już mamy do czynienia z życiem ludzkim, ale jeszcze nie z układem nerwowym? Wg mojej oceny każde życie ludzkie rozpoczyna się od zapłodnienia, bo konsekwencją zapłodnienia jest wytworzenie układu nerwowego. W konsekwencji nie powstaje fasolka, która wytworzy kolejne strączki, ale człowiek podobny nam – narodzonym.

W momencie pisania tego komentarza Kreskania musiała puścić się poręczy:

Przynależność gatunkowa jest zasadniczym powodem, dla którego daną istotę uznajemy za osbnika danego gatunku. (…) Naziści uważali Żydów za podludzi, ponieważ w warunki klimatyczne – pustynia ukształtowały ich gorzej niż ludzi północy. Hitler całą swoją propagandę oparł na filozofii Haidegera. Dzisiaj wydaje się nieprawdopodobe, że tak na prawdę przyczyny nazizmu nigdy nie zostały przez nikogo potępione. To co się stało w Norymberdze mozna porównać z zamiataniem skutków pod dywan, podczas gdy sama przyczyna ciągle ma się świetnie, z biegiem czasu chyba coraz lepiej.

Jan Paweł II byłby z was dumny!

Cytat tygodnia

Konsultantka naturalnego zdrowia ma niesamowite poczucie humoru:

Proszę sobie przypomnieć też o chemicznej działalności w trakcie rozcieńczania,weźmy rozpuszczanie kwasu w wodzie(“pamiętaj chemiku młody,zawsze lej kwas DO wody,jeżli nie chcesz ambulansu,nigdy nie lej wody do kwasu”:-) )  , którego siła rośnie wraz z rosnącym rozcieńczaniem z powodu podwyższonej dysocjacji (tutaj,materialnie,do pewnego stopnia).O prawie rozcieńczeń Ostwalda.

Ludzie nie znający powyższych zasad (to akurat nie grzech:-),ALE jednocześnie negujący homeopatię,mówią:potencja C30(normalna,średnia) to więcej niż kropla rozcieńczona w morzu (wybrałam ulubiony argument przeciwników homeo,już tu wspominany a używany przez nich do znudzenia).TAK.Takie traktowanie roztworu nie miałoby działania terapeutycznego.Powtórzę-tzw teraźniejsza koncentracja leży w porządku wielkości od 1 do 10 do dziesiątej, czyli w takim rozcieńczeniu,są praktycznie   wszystkie znane chemiczne elementy nawet w czystej H2O a to teoretycznie nie ma terapeutycznego działania,że nie wspomnę o warunku konceptu molekularnego Loschmidta, wg którego przy rozcieńczeniu większym od D23 nie można liczyć się z obecnością żadnej molekuły leku.To oczywista wymówka nie znających zasady potencjonowania,zasady warstwowości.

A jednak działa.

A dlaczego?

Informatyczne powiązania przemiany materii-tak działa każdy lek i każda żywność-NIC nie jest przecież rozcieńczone JEDNYM krokiem,ale wszystko odpowiednio do warstwy,rozcieńcza się w wiele cząstek.

Organizm zaś to też nie zwykły zbiór cząstek elementarnych,ale następstwo dyskretnych,pojedynczych kroków.

Różnice pomiędzy warstwami to “więcej”-to duchowa informacja.

Każda przemiana materii funkcjonuje w stopniowym rozpuszczaniu nawarstwionej informacji,jak “śruba”.

Przy każdym kroku uwalniana jest informacja wykorzystywana do kroku następnego.

Homeopata,potencjonując lek, naśladuje śrubę przemiany materii.

I rozpuszczanie żywności i rozpuszczanie leku hom.leżą w tej samej zasadzie pozyskania informacji.

Wiemy,że choroba występuje,kiedy “śruba” ze względu na błędną lub brak informacji,staje.Jeżeli,np.mamy za dużo materiału lub,przeciwnie-niedobór-enzymów,witamin,tlenu….

Znając powód choroby-zakłócenia w przepływie informacji -i sięgając po potencjonowany lek,powodujemy -przez pobranie właściwej informacji-uruchomienie i kontynuowanie własnych procesów potencjonowania.

To duchowo-jakościowe spojrzenie.W medycynie szkolnej obowiązuje materialno-ilościowe.Trzeba sobie odpowiedzieć,czy nauka ma zostać na katedrze,czy funkcjonować przy chorym?Alopatia zawsze czuje się niepewnie,gdyż wszystko opiera na materialno-ilościowej zasadzie,której błędy doskwierają jej coraz bardziej.

Czy ktoś rozumie ten homeopatyczny bełkot?

ResearchBlogging.orgBohater piątego z serii wpisu o zabawnych cytatach nie ustaje w wysiłkach. Jego upór, aby zdemaskować ewolucjonizm jako jedno wielkie oszustwo jest godny podziwu. Mniej godne podziwu są natomiast metody, które doktor inż. Mirosław Rucki, adiunkt w Zakładzie Metrologii i Systemów Pomiarowych w Instytucie Technologii Mechanicznej Politechniki Poznańskiej stosuje by udowodnić prawdziwość swoich racji.

Poprzednią notkę pisałem nieświadomy szerokiej twórczości doktora. Na wpis na stronie Miłujmy się trafiłem przypadkiem, przeglądając kreatyński portal. Dziś jednak znalazłem kolejne dzieło, tym razem zbudowane trochę inaczej od poprzedniego. Tutaj doktor Rucki nie puszcza poręczy od razu, z początku stara się przedstawić siebie jako badacza pochylającego się nad ciekawym, lecz jednak zabawnie irracjonalnym tematem. Doktor Rucki, inżynier i specjalista w zakresie metrologii, rozbiera na czynniki pierwsze artykuły z czasopisma naukowego Trends in Ecology and Evolution. Pozwoliłem sobie skupić się na kilku szczególnie soczystych fragmentach, w których doktor inżynier rozprawia się z naukowym szalbierstwem. Pisze m. in. tak:

ewolucjoniści trzymają się swojej teorii mimo jej niezdolności do opisywania zjawisk: zaledwie niecały 1% (tak, jeden procent!) znanych istot żywych da się wpisać jako tako w ogólnie przyjętą strukturę „drzewa życia” (artykuł A. Rokas, P. Abbot, Harnessing genomics for evolutionary insights, vol. 24, nr 4-2009, s. 192-200).

A jak to wygląda w oryginale? Autorzy – cytując pracę The seven great questions of systematic biology: an essential foundation for conservation and the sustainable use of biodiversity autorstwa Joela Crafta (Ann. Mo. Bot. Gard. 89, 127–144) napisali:

Take, for example, the task of assembling the tree of life, a long-standing goal of evolutionary biologists. Less than 1% of species on the planet are included in any kind of phylogeny.

Czyli mowa tu o wykonanej jak dotąd pracy! Nikt nie twierdzi, że pozostałych 99% nie da się wpisać, trzeba po prostu mnóstwo czasu i wysiłku by opracować dokładne położenie filogenetyczne wszystkich (a znamy ich przecież miliony!). Doktor Rucki pisze po prostu nieprawdę.

Kolejny artykuł:

Wierzą w dobór naturalny mimo, że warunkiem dostosowania się do zmieniających się warunków jest to, by mutacje wyprzedzały zmiany klimatu, a skąd mutacje mają wiedzieć, jakie zajdą zmiany w środowisku? (Th. Lenormand, D. Roze, F. Rousset, Stochasticity in evolution (vol. 24, nr 3-2009, s. 159-165). Autorzy cytują setki źródeł i nie znajdując żadnego wyjaśnienia dla poznawanych zjawisk pozostają wierni teorii Darwina, polegając na wszechmocnym wyrazie „być może”.

Przeczytałem tę pracę dwa razy. Użyłem wyszukiwania, by znaleźć ten klimat, który jest przewidywany przez mutujące genomy. Jedyne co znalazłem w pracy, to ciekawą analizę trzech typów losowości, wpływającej na ewolucję – losowość mutacji i zmienności, historii życiowych organizmów oraz – szczególnie interesująca – losowość warunków środowiskowych.  Ciekawie to wygląda, zwłaszcza w kontekście jak losowe zjawiska krótkotrwałe wpływają na procesy ewolucyjne w porównaniu ze zmianami długoterminowymi. Odnoszę bardzo silne wrażenie, że inżynier Rucki nie zrozumiał o czym jest ten artykuł.

Następny spisek ewolucjonistów został wykryty w tym fragmencie:

Badając narządy echolokacji u nietoperzy pani Teeling nie była w stanie nawet w przybliżeniu odpowiedzieć na pytanie, jak zachodziła ewolucja tych narządów (Hear, hear: the convergent evolution of echolocation in bats? vol. 24, nr 7-2009, s. 351-354). Autorka uczciwie przyznała się, że wie mniej niż nie wie, i wyraziła nadzieję, że wkrótce zostaną znalezione liczne formy przejściowe, pozwalające wypełnić lukę pomiędzy realnym nietoperzem, wyposażonym w doskonały skomplikowany system echolokacji, a jego hipotetycznymi przodkami, wyposażonymi w hipotetyczne niedorozwinięte niefunkcjonalne części tegoż systemu. Tak naprawdę, Autorka stanęła w tym samym miejscu, co 150 lat temu Darwin, który zapowiedział dostarczenie „w krótkim czasie ogromnej ilości dowodów” na ewolucję gatunków. Jak widać, dowodów tych po prostu brak w roku 2009, tak samo jak brakowało ich w roku 1858, kiedy po raz pierwszy opublikowano prace Ch.R. Darwina i A.R. Wallace’a.

Bardzo ciekawa publikacja na temat proponowanych rewolucyjnych zmian w systematyce nietoperzy, opartej na badaniach genetycznych. Propozycja ta odrzuca stary podział na Megachiroptera i Microchiroptera, w zamian tworząc Yinpterochiroptera (w skład której wchodzą wszystkie Megachiroptera i trzy rodziny wcześniej zaliczane do Microchiroptera) oraz Yangochiroptera (w skład której wchodzą pozostałe nietoperze z Microchiroptera). Megachiroptera, w przeciwieństwie do Micro nie posługują się echolokacją, tak więc występowanie echolokujących nietoperzy w dwóch podrzędach wymagało potwierdzenia jednej z hipotez – albo echolokacja powstała przed rozdzieleniem się nietoperzy na dwa rzędy, po czym Megachiroptera ją utraciły; albo echolokacja powstała więcej niż jeden raz podczas ewolucji nietoperzy. Niestety praca nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na temat pochodzenia echolokacji, co dla inżyniera Ruckiego, wraz z brakami w zapisie kopalnym, jest wystarczającym dowodem na 150 lat ewolucyjnego oszustwa. Co ciekawe, tydzień przed publikacją pracy Ruckiego, w naczelnym organie oszustów ewolucyjnych, Nature, ukazał się bardzo interesujący artykuł, w którym autorzy wskazują na możliwość echolokacji u najstarszego znanego nietoperza, Onychonycteris, który wcześniej był uznawany za niezdolnego do echolokacji.

Inżynier Rucki kontynuuje błędnie interpretując, nie rozumiejąc bądź odrzucając hipotezy i teorie. Czytając cały artykuł na temat błędów i niedociągnięć oraz ukrywania niewiedzy przez ewolucjonistów odnosiłem bez przerwy wrażenie, że inżynier Rucki uważa ewolucjonizm – a nawet szerzej, całe nauki przyrodnicze – za nudne, pozbawione sensu zabawy pseudonaukowców z dziełami Boga. Że tylko jedna interpretacja świata jest dopuszczalna – ta, którą on wyznaje.  Zgrabnie podsumowuje swój światopogląd pisząc:

Cóż, to już jest kwestia naszego wyboru. Mając wolną wolę, możemy wierzyć w kochającego Boga osobowego, który „nas stworzył i ocalił” – a możemy wierzyć w dowolnego bożka, jakiego sobie sami wymyślimy. Dziwne tylko, że dwie religie, jakimi jest ateizm i ewolucjonizm, zostały uznane za naukowe, podczas gdy oparta na faktach i niepodważalnym świadectwie wiarygodnych świadków wiara w Jezusa i Jego zmartwychwstanie jest odrzucana jako „nienaukowa”. Wygląda na to, że chodzi tu nie o wiedzę i nie o naukę, tylko o „uczynki ciemności”, które człowiek sam boi się zobaczyć w świetle, pochodzącym od prawdziwego żyjącego Boga, i dlatego woli pozostawać w ciemności, wydając sam na siebie wyrok potępienia.

Brzmiałoby to zabawnie w ustach jakiegoś fanatycznego chrześcijanina ewangelikalnego z południa Stanów Zjednoczonych. W ustach naukowca z polskiej uczelni – brzmi co najmniej przerażająco.

Literatura:

  • Rokas, A., & Abbot, P. (2009). Harnessing genomics for evolutionary insights Trends in Ecology & Evolution, 24 (4), 192-200 DOI: 10.1016/j.tree.2008.11.004
  • Cracraft, J. (2002). The Seven Great Questions of Systematic Biology: An Essential Foundation for Conservation and the Sustainable Use of Biodiversity Annals of the Missouri Botanical Garden, 89 (2) DOI: 10.2307/3298558
  • Lenormand, T., Roze, D., & Rousset, F. (2009). Stochasticity in evolution Trends in Ecology & Evolution, 24 (3), 157-165 DOI: 10.1016/j.tree.2008.09.014
  • Teeling, E. (2009). Hear, hear: the convergent evolution of echolocation in bats? Trends in Ecology & Evolution, 24 (7), 351-354 DOI: 10.1016/j.tree.2009.02.012
  • Veselka, N., McErlain, D., Holdsworth, D., Eger, J., Chhem, R., Mason, M., Brain, K., Faure, P., & Fenton, M. (2010). A bony connection signals laryngeal echolocation in bats Nature, 463 (7283), 939-942 DOI: 10.1038/nature08737