Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Gryzonie’ Category

Pamiętacie nornika z poprzedniego wpisu? Tym razem gryzoń jednak nie dał rady:

Czapla zjadająca gofera

Czapla biała zjadająca goffera

Czaplę z gofferem w dziobie sfotografował  Steve Shinn, Guardian.

Reklamy

Read Full Post »

Chwilowy odpoczynek od kreacjonistów, wróżek i potencjonowania wody.
Do napisania tej notki skłoniła mnie krótka informacja, zawarta w ostatnim numerze BBC Wildlife Magazine, dotycząca populacji wiewiórki rudej w Merseyside.

Na początek przedstawię dwóch bohaterów tego wpisu. Pochodzącą zza oceanu wiewiórkę szarą i europejską wiewiórkę rudą (Wikipedia jest źródłem obu plików. Dokładne informacje po kliknięciu w grafiki).


Wiewiórka szara…                                                                        i wiewiórka ruda

Wiewiórki szare zostały sprowadzone do Wielkiej Brytanii pod koniec XIX wieku. Podobnie jak wiele innych egzotycznych gatunków (między innymi walabie, które przez wiele lat żyły w Peak District National Park w Anglii i nadal można je spotkać w południowej Szkocji) zostały przywiezione do licznych parków i ogrodów prezentujących zwierzęta z brytyjskich kolonii. Wiewiórki uciekały bądź były wypuszczane na wolność przez niefrasobliwych właścicieli i bardzo szybko zaaklimatyzowały się w Wielkiej Brytanii. Po jakimś czasie zauważono, że liczebność introdukowanego gatunku dość szybko wzrasta i że zwiększa on swój zasięg. Jednocześnie dało się zauważyć spadek liczebności rodzimych wiewiórek rudych. Zaczęły znikać one z terenów, na których pojawiły się wiewiórki szare. Ekspansja szarych i zanikanie rudych były dość szybkie. W 2006 roku oceniono liczebność wiewiórek rudych na 140 tysięcy (w tym 12 – 15 tysięcy w Anglii), podczas gdy liczebność szarych oceniano na 2 do 4 milionów osobników. Forestry Commission oceniło, że wiewiórkom szarym wystarcza 15 lat od momentu pojawienia się na danym terenie, by zastąpić rude w 100%.

„Wypychanie” wiewiórek rudych z terenów, na których żyły dotychczas (jak i zobrazowanie braku możliwości koegzystencji obu gatunków) pokazuje powyższa mapa (źródło: Conservative Issues UK). Po lewej stronie kolorem czarnym zaznaczono występowanie wiewiórek szarych, po prawej wiewiórek rudych. Jak widać główne obszary występowania rudych do Szkocja, zachodnia i południowa Irlandia oraz kilka wysp (dosłownie i w przenośni) na terenie Anglii i Walii. Jednym z tych obszarów jest wybrzeże Merseyside, w pobliżu Liverpoolu – o lasach Formby będzie trochę później.

Co sprawia, że wiewiórki szare tak łatwo wygrywają konkurencję z rudymi? Przede wszystkim, mimo pewnych podobieństw, różnią się te dwa gatunki dość mocno, choć zajmują zachodzące na siebie nisze ekologiczne. Szare są większe i trochę inaczej zbudowane. Mogą ważyć nawet 2 razy więcej niż rude, mają też grubsze warstwy tłuszczowe pod skórą. Ponadto korzystając częściowo ze zjawiska opisanego regułą Bergmana, w razie niekorzystnych warunków pogodowych (choćby takich, jakie występują w Wielkiej Brytanii podczas zimy 2009/2010) , mają większe szanse na przeżycie. Dodatkową przewagą wiewiórek szarych jest ich specyficzny behawior. Conservation Issues UK podaje, że wiewiórki rude spędzają około 33% czasu na ziemi, resztę w koronach drzew. Wiewiórki szare natomiast mogą spędzać do 80% czasu na ziemi. Szczególnie przydatne jest to jesienią, gdy zwierzęta mogą korzystać z pokarmu, który opadł już na ziemię. Szacuje się, że wiewiórki szare jesienią tyją o 20%, podczas gdy wiewiórki rude zaledwie 10%.

Poza czynnikami ekologicznymi, wiewiórki szare mają jeszcze jednego „asa w rękawie”. Problem ten nie był rozpoznany przez długi czas, a zdaje się mieć bardzo duży wpływ na populację wiewiórki rudej w Wielkiej Brytanii. Wiewiórki szare są nosicielami squirrel parapoxwirusa. Większość szarych wiewiórek jest odporna na działanie tego wirusa, dlatego ic śmiertelność jest minimalna. Znacznie gorzej wygląda sytuacja wiewiórek rudych – u tego gatunku śmiertelność sięga 100%. Wszystkie populacje wiewiórek rudych, które mają bezpośredni kontakt z szarymi, prędzej lub później są dotykane przez chorobę. W miarę bezpieczne jak dotąd okazały się niewielkie populacje wiewiórek na wyspach Wight i Brownsea.

Choroba bardzo poważnie zmniejszyła liczebność populacji, która szczególnie mnie interesuje – tej w Merseyside. Jak bardzo poważnie? Według liczących regularnie wiewiórki w 2008 roku populacja osiągnęła najmniejszą notowaną liczebność – ocenianą na zaledwie 150 osobników.

Dane pochodzą ze strony Red Squirrel Survival Trust i pokazują liczbę zaobserwowanych wiewiórek, co według organizacji odpowiada około 15% rzeczywistej liczebności zwierząt.

Dodatkowo, dzięki działalności BioBank Merseyside, stworzona została mapa występowania wiewiórek rudych w Merseyside na podstawie ostatniego liczenia, jesienią 2009 roku:

Jeden kwadrat ma bok o długości 1 km. Mapa pochodzi stąd. A co takiego właściwie napisał BBC Wildlife Magazine? Podał informację, że jest nadzieja na uratowanie wiewiórek, cytując dane o wzroście liczebności.

Szczególnie interesujące zjawisko wpływu introdukowanego gatunku na rodzimą faunę (i florę) może mieć znaczenie również dla Polski – brytyjskie wiewiórki szare są izolowane od reszty kontynentu Kanałem La Manche, jednak istnieją populacje tego gatunku we Włoszech i Niemczech. Jeżeli zawędrują do Polski i będą nosicielami wirusa – biada naszym rudym.

Read Full Post »

Badając organizmy żywe, trzeba je czasem policzyć. Nie jest to zazwyczaj problem, kiedy chodzi nam o kobiety w wieku 18-35, czy czarnoskórych mężczyzn w wieku 55-70. Sytuacja się pogarsza, gdy obiektem badań stają się dzikie zwierzęta. Pół biedy, gdy są to pandy czy tygrysy – są na tyle duże i mało liczebne, że można je policzyć w miarę dokładnie. Jednak wraz ze spadkiem rozmiarów i wzrostem liczebności (komary anyone?) rośnie liczba problemów. Jako że gryzonie są obiektem mojego zainteresowania (w szczególności nornice rude i norniki bure), mogę trochę lepiej to wyjaśnić. Książka The History of British Mammals podaje przybliżoną liczbę norników w Wielkiej Brytanii na około 65-70 milionów. Oczywiście biorąc pod uwagę możliwości rozrodcze oraz śmiertelność przedstawicieli tego gatunku wahania liczebności są znaczne i sięgają nawet kilkunastu milionów osobników. Przy takich liczebnościach badanie nawet wycinków populacji staje się bliskie niemożliwości. Jednakże szacowanie liczebności jest niezbędne. Jednym ze sposobów rozwiązania tego problemu jest używanie swoistego proxy – indeksu gryzoniowego. Określa się tak metody obliczania liczebności gryzoni na danym terenie na podstawie danych zebranych podczas odłowów.

Aby indeks gryzoniowy spełniał swoje zadanie, musi wykazywać czułość na zmiany zagęszczenia gryzoni z jednoczesną łatwością zastosowania. Generalnie w literaturze na ten temat można spotkać dwa podejścia. Najprostsze, gdy zależy nam tylko na tym, żeby w jakiś statystyczny sposób ując dane dotyczące liczebności gryzoni, bądź podejście znacznie bardziej skomplikowane, polegające na używaniu wielu rożnych współczynników, „ważeniu” ich ważności i tak dalej.
Najprostsze rozwiązanie to wzór: I=100*n/P
gdzie:

  • I – indeks gryzoniowy
  • n – liczba zwierząt złapanych w trakcie badania
  • P – tzw. „wysiłek odłowczy” – suma dni (godzin, nocy, tygodni – w zależności od projektu) dla KAŻDEJ pułapki ustawionej i działającej.

Metoda ta jest bardzo prosta, jednak trudno ocenić jest jej skuteczność – istnieje bardzo mało kompleksowych projektów badawczych zajmujących się samą metodologią badania występowania zwierząt, zwłaszcza gdy wiadomo o graniczeniach tej metody. Przykładowo powyższy wzór nie podaje np. czy różnice między liczbami odłowionych gryzoni w poszczególnych dniach odłowów są istotne np. czy pierwszego dnia odławia się więcej zwierząt niż drugiego, a drugiego więcej niż trzeciego, czy też inaczej.
Stosowanie tej metody nie uwzględnia ponadto pory roku – używanie tego wzoru wiosną, gdy roślinność nie zapewnia odpowiedniej ilości pożywienia (które zwierzęta mogą znaleźć w pułapkach) może dać inne wyniki latem czy jesienią.

Istnieją również inne metody określania liczebności populacji zwierząt korzystające z metod pośrednich. O tym kiedy indziej – chwilowo zator roboczy.

Read Full Post »

W celu chwilowego odetchnięcia od bzdur i idiotów te bzdury rozprowadzających, postanowiłem się skupić na tym co tak naprawdę mnie interesuje. Zwłaszcza w kontekście bredni o dżumie rozprzestrzenianej na Ukrainie.

Pracuję w środowisku interdyscyplinarnym, skupiającym zoologów, botaników, matematyków, geografów, weterynarzy, meteorologów i ekologów. Ponadto na konferencjach, w których dotychczas brałem udział spotykałem także ludzi z WHO, ekspertów od kontroli chorób, nawet przedstawicieli rządów krajów, w których niektóre choroby zakaźne stanowią problem. Pomimo dobrego samopoczucia większości Europejczyków i coraz częstszej histerii wywołanej szczepionkami (a nie samymi chorobami) tendencje światowe występowania groźnych chorób zakaźnych nie są tak optymistyczne, jak nam w Europie mogłoby się wydawać. Wiele chorób nadal zabija ludzi w najlepsze – w 2008 roku malarią zarażonych było 247 milionów osób, z czego blisko 881 tysięcy zmarło. Inne (spośród dziesiątek) choroby to chociażby leiszmanioza (12 milionów zarażonych na świecie), gruźlica (1,6 miliona zmarłych w 2005) a nawet – mimo niewielkiego obecnie występowania na świecie w porównaniu z Czarną Śmiercią – dżuma, która występuje w wielu rejonach świata – w zachodniej części Stanów Zjednoczonych, Chinach, Indiach, Kazachstanie i na Madagaskarze.

Madagaskar i Kazachstan są szczególnie interesujące z mojego punktu widzenia, gdyż są to tereny badawcze, na których pracują inni członkowie mojego projektu. Sandra Telfer zajmuje się występowaniem dżumy na Madagaskarze, podczas gdy całkiem spora grupa badaczy z Wielkiej Brytanii, Belgii i Kazachstanu interesuje się tą chorobą na terenie Azji Środkowej.

Jednym z ciekawszych elementów studiowania epidemiologii jest często możliwość odejścia od szalek i preparatów mikroskopowych i skupienie się na tzw. szerszym spojrzeniu. Przykładem takiego spojrzenia są prace Stephena Davisa i Herwiga Leirsa dotyczące dżumy w Kazachstanie. Zajmują się oni modelem matematycznym (opublikowanym w Science) pozwalającym przewidywać epidemie dżumy na terenie kazachskiego stepu. Głównym gospodarzem bakterii Yersinia pestis na terenie Kazachstanu jest myszoskoczek wielki (niestety muszę się posiłkować angielska Wikipedią, bo polski tekst o tym gryzoniu jest po prostu tragiczny). Na tym właśnie gatunku teraz się skupię. Myszoskoczki żyją w koloniach. Kolonie te najczęściej składają się z członków jednej rodziny. Kolonia taka zajmuje obszar o kształcie mniej więcej koła. Na terenie tego koła myszoskoczki „czyszczą” cala wegetacje. Tworzą się w ten sposób plamy gołej ziemi, otoczone normalna wegetacją. Na podstawie obserwacji (w gigantycznym uproszczeniu!) jaki odsetek koloni jest zasiedlony (liczebność gryzoni zmienia się z roku na rok – wiele systemów mieszkalnych w okresach niskiej liczebności pozostaje pusta) można obliczyć prawdopodobieństwo wystąpienia dżumy. Problemem jest to, ze monitorowany obszar jest nie przymierzając – porównywalny rozmiarami z terytorium Belgii. Dlatego tez szuka się metod, które znacznie obniżyłyby koszty takiego monitorowania. I tu z pomocą przychodzi Google. Oto widok z wysokości 2km:

Białe plamki widoczne na zdjęciu to właśnie kolonie myszoskoczków.

Jedynym problemem może być częstotliwość aktualizacji, bądź (podobno najczęstszy problem ludzi, którzy chcą na serio pracować z Google Earth) brak zdjęć o odpowiedniej rozdzielczości.

Jednak widać tutaj potencjał do wykorzystania przy prognozowaniu ryzyka. Przy nakładzie kosztów (odejmując satelity, które i tak już są na orbicie) znacznie niższym niż analizy laboratoryjne (przy przetestowaniu skuteczności modelu w przewidywaniu wystąpienia epidemii) taka metoda może być bardzo skuteczna do monitorowania rozległych terenów Azji Środkowej. Należy jednak zaznaczyć, że metoda ta opiera się o wieloletnie obserwacje głównego gatunku nosicielskiego w środowisku naturalnym i transfer tej metody na inne tereny (na których główny gatunek – gospodarz jest inny i ma inną biologię/ekologię) może być zupełnie nieefektywny.

Read Full Post »