Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘General Ignorance’ Category

„It’s actually very good for a man to have unprotected sex as long as he doesn’t ejaculate. Because I believe that all that semen has a lot of nutrition. A tablespoon of semen has your equivalent of steak, eggs, lemons and oranges. I am reabsorbing it into my body and it makes me go raaaaahh.”

Alex Reid, współczesny troglodyta w wywiadzie udzielonym The Sun (nie linkuję do źródła, tylko do Grauniada, co by nie obrzydziło jeszcze bardziej)

Reklamy

Read Full Post »

Zmodyfikowana "genetycznie" kukurydza

Zdjęcie autorstwa http://www.flickr.com/people/dawnone/ na licencji cc-by-nc-nd/2.0/

Zaczęło się od potwora, teraz już musi być coraz gorzej. Zajrzałem do rodzimych świrusów na prawda2.info szukając co tam nowego u nich słychać. Wałkują stale te same tematy, wchodząc na kolejne poziomy absurdu, wyszukując kolejne, jeszcze bardziej głupie/zwariowane/kretyńskie strony i źródła. Niestety mało mają materiałów na temat mojej najnowszej zdobyczy książkowej – „Ślady palców Bogów” Grahama Hancocka (co prawda Archeowieści powinny się zająć tym geniuszem, ale uda może mi się stamtąd wyłowić jakieś ciekawe wypiski). Szukałem więc dalej i na osławionym forum INFRA paranormalne znalazłem parę słów. Mało tego było, ale skorzystałem z okazji i postanowiłem zajrzeć do poszczególnych działów. Tym sposobem trafiłem na jedną z ciekawszych historii, w której splatają się pseudonauka, oszustwo i rzetelność w prowadzeniu badań.

Historia zaczyna się tym cytatem:

W 1983 roku setki Hiszpanów zmarło po spożyciu będącego efektem manipulacji genetycznych oleju rzepakowego. Ten olej, badany uprzednio na szczurach, nie wykazywał toksycznych właściwości. Dr. Parke (School of Bilogical Sciences, University of Surrey, UK) ostrzega, że obecnie stosowane procedury testowania genetycznie zmienionej żywności, włączając w to testy na gryzoniach, nie dowodzą jej bezpieczeństwa dla ludzkości. Zaproponował nawet wprowadzenie moratorium na wytwarzanie genetycznie zmodyfikowanych organizmów, żywności i leków.

Oczekiwanie na pierwotne źródło tego cytatu byłoby niedorzecznością, ale aby zachować pełną przejrzystość zalinkuję do miejsca, gdzie go znalazłem – wpisał go użytkownik Conspiracy. W pełnej formie cytat po polsku gugla się 9 razy, w formie skróconej (urywa się przed nazwiskiem doktora Parke) już 18.  Wersja angielskojęzyczna wygląda trochę inaczej (zwracam uwagę na tytuł pana Parke – jakże charakterystyczne zjawisko nieprzywiązywania uwagi do szczegółów):

It is also necessary to recall here that, in 1983, hundreds of people in Spain died after consuming adulterated rapeseed oil although earlier tests had showed that this was not toxic to rats. Following the tragedy, Professor Dennis Parke of University of Surrey School of Biological Sciences, a former chief advisor on food safety to Unilever and British advisor to the US FDA, cautioned that current testing procedures for genetically altered foods including rodent tests were not proving safety for humans.

Można znaleźć liczne modyfikacje i cięcia tego cytatu, wszystkie jednak sprowadzają się do jednego, najważniejszego dla kreatynów i oszołomów celu – quote mining. Jest tylko jeden problem. Znaczy – jest ich sporo, ale jest jeden podstawowy, który niweczy trochę mój cel wykazania działań niecnych agentów bezmyślności. Nie znalazłem oryginalnego źródła wypowiedzi pana Parke. Zarówno cytat po polsku jak i po angielsku każą przypuszczać, że Parke wypowiedział się niedługo po hiszpańskiej tragedii. Zdrowy rozsądek może pomóc wyznaczyć granicę dla słowa following – miesiąc po? Trzy miesiące? Pół roku? Rok? Okazuje się że więcej. Sporo więcej. Parke nawołuje do lepszego testowania genetycznie modyfikowanej żywności. Tymczasem pierwsze testy na genetycznie modyfikowanych roślinach miały miejsce w 1986 roku. Pierwszą rośliną zmodyfikowaną genetycznie dostępną na rynku europejskim był tytoń – pojawił się w 1994 roku. 11 lat po hiszpańskich wypadkach. W pewnym momencie nawet chciałem napisać do Parke i zapytać jak to z tym nawoływaniem było. Niestety profesor Parke zmarł w 2002 roku. Nie ma więc szans na sprostowania kolejnej bredni, jaka jest rozsiewana w internecie. A rozsiewana jest bezmyślnie przez podstawówki, gimnazja, licea, oraz studenciaków. Ba, roznosi je Onet. pl i Tygodnik Solidarność. Poseł Andrzej Kania użył tego cytatu jako argumentu przeciwko GMO w swojej interpelacji do ministra środowiska (W sprawie sytuacji związanej z ograniczeniami we wprowadzaniu żywności genetycznie modyfikowanej oraz transgenicznej produkcji płodów rolnych w związku z wymogami UE oraz zagrożeniami związanymi z wprowadzaniem na rynek naszego kraju żywności wyprodukowanej z użyciem surowców transgenicznych, strona 163).

Ta hiszpańska tragedia nie dawała mi jednak spokoju. Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym wydarzeniu, które choćby liczbą ofiar przyćmiłoby Czarnobyl i powinno być rozpatrywane równorzędnie z katastrofą w Bhopalu. Szczątkowe informacje, pochodzące głównie ze źródeł o charakterystyce Radia Erewań dały jednak pewne wyniki i udało się ustalić o które zatrucia chodziło.  Według Wikipedii (która cytuje pierwotne źródła tej nazwy) był to Toxic Oil Syndrome. I tu zaczyna się inna warstwa całej tej historii. Pokrótce o syndromie (todo note: przetłumaczyć kiedyś hasło na polskojęzyczną Wiki) – choroba pojawiła się nagle, miała objawy nietypowego zapalenia płuc/infekcji płuc. Występowała tylko w pewnych rejonach Hiszpanii, często dotykając wielu członków jednej rodziny, podczas gdy omijała np ich sąsiadów. Poszukiwania źródeł tej choroby doprowadziły do wniosku, że przyczyną najprawdopodobniej było zatrucie pokarmowe. W efekcie intensywnych poszukiwań udało się ustalić co jedli wszyscy chorzy – była to sałatka. Pojawiła się w końcu sugestia, że za zatrucia odpowiada zanieczyszczony olej używany do sałatki. Olej ten miał pochodzić od ulicznych sprzedawców, sprowadzających go nielegalnie z Francji. Będąca w 1981 roku poza Unią Europejską Hiszpania broniła swój rynek przed tanim olejem rzepakowym zakazując jego sprzedaży do celów innych niż przemysłowe. Taki przemysłowy olej musiał być przed zaimportowaniem zanieczyszczony aniliną i to właśnie anilina zawarta w nielegalnie sprowadzonym i niedokładnie oczyszczonym oleju wywołać liczne zachorowania (wg ostatnich danych – 20 tysięcy osób) i zgony (ponad 400 osób). Taka przynajmniej była oficjalna, rządowa wersja wydarzeń.

Z wersją tą są jednak liczne problemy. Zdecydowana większość z tych problemów wskazuje dość wyraźnie na źródło choroby zupełnie inne od oleju. Uderzające były między innymi informacje o tym, że wielu chorych nie kupiło oleju od ulicznego handlarza. Mapa występowania choroby pokrywała się tylko częściowo z mapą sprzedaży oleju pochodzącego z przemytu (!) – moje zainteresowania analizą przestrzenną uruchamiają bullshit detektor bardzo szybko. Kolejne działania rządu hiszpańskiego są tak absurdalnie komiczno-tragiczne, że albo komuś zależało na cover-upie albo Homer Simpson podpisywał wszystkie decyzje. Podjęto decyzję o wymianie zanieczyszczonego oleju na czystą oliwę z oliwek by uchronić ludność przed dalszą ekspozycją  – rozpoczęła się miesiąc po spadku liczby zachorowań. Nie prowadzono żadnej ewidencji wymiany, nie kontrolowano wymienianych olejów – zdarzało się, że wymieniano olej silnikowy na oliwę. Urzędnicy i naukowcy kwestionujący rolę oleju w sprawie byli zwalniani ze stanowisk. Handlarze olejem zostali oskarżeni o wywołanie epidemii i, mimo wypowiedzi sądu, że nieznana jest substancja w oleju wywołująca chorobę, zostali skazani na długoletnie pobyty w więzieniu.

Dla mnie największą słabością tej hipotezy jest to, co działo się później. Liczne badania, których celem było znalezienie przyczyn choroby przynosiły tylko nowe hipotezy i wytarte, koszmarne truizmy, które tak tępi Ben Goldacre – more reasearch is needed. Przykładowo praca M. Posada de la Paz et. al. Manufacturing processes at two French rapeseed oil companies: Possible relationships to toxic oil syndrome in Spain poza brakiem potwierdzenia hipotezy o zanieczyszczonym oleju sugeruje:

  • zanieczyszczenie aniliny dodawanej do oleju
  • zanieczyszczenie cystern, w których przewożono olej
  • reakcję chemikaliów użytych podczas rafinacji oleju z aniliną bądź jednym z powyższych zanieczyszczeń

W innej pracy A. Suarez et. al. (Toxic Oil Syndrome, Spain: Effect of Oleoylanilide on the Release of Polysaturated Fatty Acids and Lipid Peroxidation in Rats) próbowali zweryfikować szkodliwość aniliny w oleju podając ją laboratoryjnym szczurom (ha, praca z 1985 roku, pierwotne źródło testowania GMO na gryzoniach?). Oczywiście brak wiążących wniosków, żaden szczur nie umarł na ostrą, nietypową infekcję płuc. Najświeższa praca, opublikowana w listopadzie 2010 roku (C. Quero et. al. Proteomics of toxic oil syndrome in humans: Phenotype distribution in a population of patients.) wskazuje na możliwość różnic genetycznych, które mogłyby wywołać taką reakcję na zanieczyszczony olej.

Daleki jestem od spiskowych bredni, bajek o NWO i reptylianach. Kiedy jednak czytam artykuł w Guardianie, że jest możliwa inna odpowiedź na pytanie o przyczyny Syndromu Trującego Oleju, to zaczynam być zainteresowany. Autor w tym tekście z 2001 roku sugeruje, że prawdziwą przyczyną zachorowań były pestycydy obecne w pomidorach pochodzących z Almerii. Dokładniej mówiąc – związki fosforoorganiczne. Zatrucie tymi związkami według doktora Muro, bohatera artykułu w Guardianie, odpowiadałoby objawom chorych na Syndrom. Ponadto doktor Muro przeprowadził dokładne badania i rozmowy z 5 tysiącami rodzin dotkniętych chorobą i pomidory okazały się jedynym podejrzanym.

Z wielu przyczyn takie podstawy Syndromu były nie do zaakceptowania przez Hiszpanię. Pomidory z Almerii były bardzo ważnym towarem eksportu; sama Almeria była dowodem cudu gospodarczego, gdy na pustyni powstawały liczne szklarnie; najnowsze pestycydy nie mogły przecież nagle okazać się silnie trujące; wreszcie zatrucie olejem z zagranicy dawało realne korzyści hiszpańskim producentom oliwy – kto kupi tańszy, ale niepewny olej od handlarza, jeżeli może od tego oleju umrzeć? Dlatego też rząd hiszpański, prawdopodobnie wspierał wersję z olejem a torpedował alternatywne wyjaśnienia. 29 lat po tragedii nie ma najmniejszych szans na potwierdzenie wersji pomidorowej, natomiast co roku mogą powstawać nowe wersje hipotez olejowych.

Konkluzje, do jakich dochodzi wspominany wyżej artykuł w Guardianie są nieciekawe. Prędzej czy później ktoś znowu stanie na drodze rządu czy korpo. Mam nadzieję, że nie zadrży mi ręka podczas wysyłania manuskryptu do publikacji, kiedy będę miał do wyboru olej i pomidory…

ResearchBlogging.org
Literatura


Suarez, A., Viloria, M., Garcia-Barreno, P., & Municio, A. (1985). Toxic oil syndrome, Spain: Effect of oleoylanilide on the release of polysaturated fatty acids and lipid peroxidation in rats Archives of Environmental Contamination and Toxicology, 14 (2), 131-136 DOI: 10.1007/BF01055602
Posada de la Paz, M. (1991). Manufacturing processes at two French rapeseed oil companies: Possible relationships to toxic oil syndrome in Spain Food and Chemical Toxicology, 29 (12), 797-803 DOI: 10.1016/0278-6915(91)90105-G
Quero C, Colomé N, Rodriguez C, Eichhorn P, Posada de la Paz M, Gelpi E, & Abian J (2010). Proteomics of toxic oil syndrome in humans: Phenotype distribution in a population of patients. Chemico-biological interactions PMID: 21075095

Read Full Post »

Wolność!!11one

Nie rozumiem jak miłośnicy wolności mogą przechodzić do porządku dziennego nad faktem, że producent słodyczy nie może dodawać kadmu ani ołowiu do biszkopcików. Przecież rynek sam rozwiązałby ten problem – kilkuset ludzi by się zatruło, ludzie przestaliby kupować biszkopciki i producent by zbankrutował. To nie! Państwo musi wsadzić swoją totalitarną łapę w produkcję biszkopcików.

Trystero.

Read Full Post »

Siedzę i siedzę nad paroma notkami i nie potrafię ich skończyć. W międzyczasie bart napisał kolejny elaborat; nawet ztrewq wrócił do świata żywych, tłukąc buca prosto w łysinę. Postanowiłem więc zrobić serię opartą na ciągu myślowo-poszukiwawczym – ta jest pierwsza z serii, nie wiem ile tego w końcu będzie, bo nie wiem dokąd ten szlag mnie doprowadzi (pun intended).

Zaczęło się niewinnie, od oglądania telewizji. Powtórka jednego z odcinków QI wywołała we mnie nagłą chęć dowiedzenia się czegoś więcej na temat DDT (związek między jednym a drugim będzie wyjaśniony później). Jako że miałem już otwartą angielskojęzyczną Wikipedię, zacząłem czytać opis po angielsku.  Rozbudowany dość mocno artykuł, sporo źródeł, wygląda na w miarę sensowny. Ze strachem zajrzałem na polską wersję. Nie zawiodłem się – lektura hasła mnie trochę przytkała. Przejrzałem historię i trafiłem na autora kilku wprowadzonych (i uźródłowionych!) kwiatków. Jest to znany już tetedekaenowi koneser win. No skoro uźródłowiony – to chyba nie tak źle? Cóż, można znaleźć obecnie źródła na mnóstwo tez, jeżeli nie bierze się pod uwagę jakości tych źródeł. Można zalinkować do Astromaryi jeśli chce się udowodnić spiski chemtrailsów trujących ludzi, można zalinkować do cioci Cukrowej Granulki aby udowodnić fraktalne działanie homeopatii. Można też skorzystać z autorytetu polskich naukowców, by podważyć konsensus naukowy akceptowany powszechnie w środowiskach badawczych. Konsensus jak np. antropogeniczna zmiana klimatu czy szkodliwość DDT. Których naukowców? Pytanie zasadne, bo takich mamy w Polsce sporo. Tu jednak napiszę o dwóch, ze szczególnym naciskiem na jednego.

Zbigniew Jaworowski i Przemysław Mastalerz znani są przede wszystkim z notek Doskonale Szarego, który regularnie punktuje zabawne i straszne głupoty propagowane przez obu. Lekarz Jaworowski dorobił się nawet osobnej kategorii wpisów. Chemikowi Mastalerzowi Doskonale szary poświęcił serię notek. Tutaj jednak nie będzie o klimacie a o DDT. Przywołany wyżej koneser win jako źródło do nieszkodliwości tej substancji dodał nieznane mi wcześniej dzieło Jaworowskiego zatytułowane Współczesne mity. Zachęcony znajomością sporych talentów autora w tworzeniu własnych mitów opartych o ziemkiewiczowski risercz, postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu dziełku. Na samej górze strony stoi jak wół nazwa miejsca, które ten tekst wydało – MYŚL SOCJALDEMOKRATYCZNA 1(2003) p.29-37. Trochę mnie zaskoczyło, że czasopismo o tak jasnej nazwie wydrukowało idola libertardów. Chwilę poświęciłem na poszukiwanie jakichś szerszych informacji na ten temat i dokopałem się do księgarni Prus24.pl, w której można nabyć najnowszy numer Myśli. Jest tam też informacja o wydawcy – Fundacji im. K. Kelles-Krauza w Warszawie. Fundacja ta związana jest z SLD. Chociaż w 2005 roku Wprost pisał o powiązaniach między partią a fundacją w czasie przeszłym, dziennikarz śledczy z Psychiatryka24 we wpisie z maja 2010 informuje o związkach między SLD a fundacją. Publikacja tekstu Jaworowskiego w czasopiśmie tej Fundacji jest kolejnym przykładem degrengolady SLD (choć miało to miejsce w 2003, wówczas koledzy Leszka Millera mieli ważniejsze sprawy na głowie). Jako wisienkę na torcie warto zauważyć, że w bazie NGO widnieje informacja, że jednym z obszarów działań Fundacji jest:

Ekologia i ochrona zwierząt oraz ochrona dziedzictwa przyrodniczego

W sam raz dla tekstu Jaworowskiego.

Jak pisałem wyżej przede wszystkim DDT w tym tekście zwróciło moją uwagę, gdyż koszmarki klimatyczne znacznie sprawniej rozbraja Doskonale szary. Nie mogę jednak pominąć pięknego zagrania godwinowskiego, dość wcześnie w tekście:

W latach trzydziestych najbardziej rozwinięty był niemiecki ruch „Zielona Rewolucja”, którego naczelne hasło „Krew i Ziemia” (Blut und Boden) wskazywało na wizję holistycznej łączności organizmu z glebą. Na arenie politycznej lobby ekologiczne radziło sobie świetnie (obecnie o niebo lepiej i w skali nie jednego państwa lecz globu), żądając wprowadzenia ustaw pro-ekologicznych, m.in. w sprawie rolnictwa organicznego. Wprowadzenie tych ustaw stało się jednym z punktów programu politycznego NSDAP, partii Adolfa Hitlera, a napisy „Blut und Boden” pojawiły się na bagnetach noszonych przez członków Hitlerjugend.

Miało być o DDT. Jaworowski pisze między innymi tak:

skorupki jaj ptasich miały stawać się pod jego wpływem cienkie i całe populacje ptaków wyginąć wskutek stosowania DDT w rolnictwie i przy zwalczaniu malarii. DDT wycofano. Ale nim to uczyniono okazało się, że nie DDT jest powodem cienkich skorup, oraz że w okresie stosowania DDT liczba ptaków w Ameryce wzrosła.

Niestety nie podaje do tego twierdzenia żadnego źródła. Może wyssał to z palucha? Bo ciężko uwierzyć, że naukowiec, na którego powołują się rzesze denialistów zignorowałby publikacje łączące ekspozycję na DDT i pochodne rozkładu tego związku ze zmniejszaniem grubości skorupek jaj. W 1997 roku ukazał się jeden z artykułów wykazujący taki związek (6 lat przed tekstem Jaworowskiego!). Ba, największe kompendium wiedzy na temat DDT pochodzi z 2002 roku i zawiera sporo informacji na ten temat. Już po publikacji Jaworowskiego kolejne badania analizowały mechanizmy uszkadzania jaj podczas wytwarzania skorupki oraz w późniejszych fazach.

Co do liczb ptaków – computer says NO. Liczebność sokoła wędrownego, pelikana brunatnego, rybołowa i wielu innych gatunków spadała drastycznie, miejscami do 0 (zera). Nie o taki wzrost chyba Jaworowskiemu chodziło?

Ssanie na tym się nie kończy:

W r. 1972 kampania przeciw DDT osiągnęła swą kulminację w czasie trwających siedem miesięcy „hearingów” (posiedzeń) w U.S. Environmental Protection Agency – EPA (amerykańskie ministerstwo ochrony środowiska, powołane jako pierwsze w świecie 1 stycznia 1970, biurokratyczny moloch zatrudniający obecnie 20.000 osób).

Może wg Jaworowskiego ochroną przyrody może się zajmować góra 15 osób, ale w trzecim co do powierzchni kraju na świecie pomstowanie na molochy liczące 20 tysięcy osób (w 2010 – 17 384) jest z lekka śmieszne.

W czasie tych posiedzeń 125 ekspertów przedstawiło dowody, że DDT jest nieszkodliwy dla zdrowia ludzi, ryb i innych organizmów wodnych, dzikiego ptactwa i dzikich ssaków. Stwierdził to w podsumowaniu przewodniczący hearingów. Ignorując opinie ekspertów szef EPA William Ruckelshaus wprowadził zakaz stosowania DDT w USA.

Niestety brak podawania źródeł jest kontynuowany. Ba, podaje informacje sprzeczne z tym, co można znaleźć po minucie szukania w internecie. Ruckelhaus podjął decyzję w wyniku nakazu sądowego, zakazującego używanie DDT. Nie szukałem informacji na temat liczby ekspertów popierających wycofanie DDT z obrotu.

Boli dość mocno konkluzja, że dla Jaworowskiego liczba wspierających jakąś sprawę jest istotniejsza od jakości ich argumentów. Sam nie przedstawia tu żadnych dowodów na stawiane tezy, nie cytuje (nawet z nierecenzowanych czasopism, w których publikuje swoje artykuły klimatologiczne) żadnych badań.

A skąd koty i karaluchy w tytule? W QI była mowa o akcji mającej na celu redukcję niszczycielskiego wpływu DDT na rolnictwo i zdrowie w trudno dostępnych rejonach Sumatry. Losy tej historii (oraz koty i karaluchy) opiszę w drugiej części.


Bibliografia

ResearchBlogging.org

Lundholm CD (1997). DDE-induced eggshell thinning in birds: effects of p,p’-DDE on the calcium and prostaglandin metabolism of the eggshell gland. Comparative biochemistry and physiology. Part C, Pharmacology, toxicology & endocrinology, 118 (2), 113-28 PMID: 9490182

Holm, L., Blomqvist, A., Brandt, I., Brunström, B., Ridderstråle, Y., & Berg, C. (2006). EMBRYONIC EXPOSURE TO O,P′-DDT CAUSES EGGSHELL THINNING AND ALTERED SHELL GLAND CARBONIC ANHYDRASE EXPRESSION IN THE DOMESTIC HEN Environmental Toxicology and Chemistry, 25 (10) DOI: 10.1897/05-619R.1

Guillette LJ Jr (2006). Endocrine disrupting contaminants–beyond the dogma. Environmental health perspectives, 114 Suppl 1, 9-12 PMID: 16818240

BROWN, J., VAN COEVERDEN DE GROOT, P., BIRT, T., SEUTIN, G., BOAG, P., & FRIESEN, V. (2007). Appraisal of the consequences of the DDT-induced bottleneck on the level and geographic distribution of neutral genetic variation in Canadian peregrine falcons, Falco peregrinus Molecular Ecology, 16 (2), 327-343 DOI: 10.1111/j.1365-294X.2007.03151.x

Read Full Post »

Od pewnego czasu nie udzielam nikomu dokładnych wskazówek bibliograficznych z uwagi na to, że bywały one wykorzystywane przez co sprytniejszych studentów przy pisaniu ich prac magisterskich, a ja nie chcę być mimowolnym pomocnikiem spryciarzy i oszustów, którzy nazywają naiwnych informatorów “jeleniami”.

autorstwa ryszadxxxl na blogu Archeowieści ..

Read Full Post »

ResearchBlogging.orgBohater piątego z serii wpisu o zabawnych cytatach nie ustaje w wysiłkach. Jego upór, aby zdemaskować ewolucjonizm jako jedno wielkie oszustwo jest godny podziwu. Mniej godne podziwu są natomiast metody, które doktor inż. Mirosław Rucki, adiunkt w Zakładzie Metrologii i Systemów Pomiarowych w Instytucie Technologii Mechanicznej Politechniki Poznańskiej stosuje by udowodnić prawdziwość swoich racji.

Poprzednią notkę pisałem nieświadomy szerokiej twórczości doktora. Na wpis na stronie Miłujmy się trafiłem przypadkiem, przeglądając kreatyński portal. Dziś jednak znalazłem kolejne dzieło, tym razem zbudowane trochę inaczej od poprzedniego. Tutaj doktor Rucki nie puszcza poręczy od razu, z początku stara się przedstawić siebie jako badacza pochylającego się nad ciekawym, lecz jednak zabawnie irracjonalnym tematem. Doktor Rucki, inżynier i specjalista w zakresie metrologii, rozbiera na czynniki pierwsze artykuły z czasopisma naukowego Trends in Ecology and Evolution. Pozwoliłem sobie skupić się na kilku szczególnie soczystych fragmentach, w których doktor inżynier rozprawia się z naukowym szalbierstwem. Pisze m. in. tak:

ewolucjoniści trzymają się swojej teorii mimo jej niezdolności do opisywania zjawisk: zaledwie niecały 1% (tak, jeden procent!) znanych istot żywych da się wpisać jako tako w ogólnie przyjętą strukturę „drzewa życia” (artykuł A. Rokas, P. Abbot, Harnessing genomics for evolutionary insights, vol. 24, nr 4-2009, s. 192-200).

A jak to wygląda w oryginale? Autorzy – cytując pracę The seven great questions of systematic biology: an essential foundation for conservation and the sustainable use of biodiversity autorstwa Joela Crafta (Ann. Mo. Bot. Gard. 89, 127–144) napisali:

Take, for example, the task of assembling the tree of life, a long-standing goal of evolutionary biologists. Less than 1% of species on the planet are included in any kind of phylogeny.

Czyli mowa tu o wykonanej jak dotąd pracy! Nikt nie twierdzi, że pozostałych 99% nie da się wpisać, trzeba po prostu mnóstwo czasu i wysiłku by opracować dokładne położenie filogenetyczne wszystkich (a znamy ich przecież miliony!). Doktor Rucki pisze po prostu nieprawdę.

Kolejny artykuł:

Wierzą w dobór naturalny mimo, że warunkiem dostosowania się do zmieniających się warunków jest to, by mutacje wyprzedzały zmiany klimatu, a skąd mutacje mają wiedzieć, jakie zajdą zmiany w środowisku? (Th. Lenormand, D. Roze, F. Rousset, Stochasticity in evolution (vol. 24, nr 3-2009, s. 159-165). Autorzy cytują setki źródeł i nie znajdując żadnego wyjaśnienia dla poznawanych zjawisk pozostają wierni teorii Darwina, polegając na wszechmocnym wyrazie „być może”.

Przeczytałem tę pracę dwa razy. Użyłem wyszukiwania, by znaleźć ten klimat, który jest przewidywany przez mutujące genomy. Jedyne co znalazłem w pracy, to ciekawą analizę trzech typów losowości, wpływającej na ewolucję – losowość mutacji i zmienności, historii życiowych organizmów oraz – szczególnie interesująca – losowość warunków środowiskowych.  Ciekawie to wygląda, zwłaszcza w kontekście jak losowe zjawiska krótkotrwałe wpływają na procesy ewolucyjne w porównaniu ze zmianami długoterminowymi. Odnoszę bardzo silne wrażenie, że inżynier Rucki nie zrozumiał o czym jest ten artykuł.

Następny spisek ewolucjonistów został wykryty w tym fragmencie:

Badając narządy echolokacji u nietoperzy pani Teeling nie była w stanie nawet w przybliżeniu odpowiedzieć na pytanie, jak zachodziła ewolucja tych narządów (Hear, hear: the convergent evolution of echolocation in bats? vol. 24, nr 7-2009, s. 351-354). Autorka uczciwie przyznała się, że wie mniej niż nie wie, i wyraziła nadzieję, że wkrótce zostaną znalezione liczne formy przejściowe, pozwalające wypełnić lukę pomiędzy realnym nietoperzem, wyposażonym w doskonały skomplikowany system echolokacji, a jego hipotetycznymi przodkami, wyposażonymi w hipotetyczne niedorozwinięte niefunkcjonalne części tegoż systemu. Tak naprawdę, Autorka stanęła w tym samym miejscu, co 150 lat temu Darwin, który zapowiedział dostarczenie „w krótkim czasie ogromnej ilości dowodów” na ewolucję gatunków. Jak widać, dowodów tych po prostu brak w roku 2009, tak samo jak brakowało ich w roku 1858, kiedy po raz pierwszy opublikowano prace Ch.R. Darwina i A.R. Wallace’a.

Bardzo ciekawa publikacja na temat proponowanych rewolucyjnych zmian w systematyce nietoperzy, opartej na badaniach genetycznych. Propozycja ta odrzuca stary podział na Megachiroptera i Microchiroptera, w zamian tworząc Yinpterochiroptera (w skład której wchodzą wszystkie Megachiroptera i trzy rodziny wcześniej zaliczane do Microchiroptera) oraz Yangochiroptera (w skład której wchodzą pozostałe nietoperze z Microchiroptera). Megachiroptera, w przeciwieństwie do Micro nie posługują się echolokacją, tak więc występowanie echolokujących nietoperzy w dwóch podrzędach wymagało potwierdzenia jednej z hipotez – albo echolokacja powstała przed rozdzieleniem się nietoperzy na dwa rzędy, po czym Megachiroptera ją utraciły; albo echolokacja powstała więcej niż jeden raz podczas ewolucji nietoperzy. Niestety praca nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na temat pochodzenia echolokacji, co dla inżyniera Ruckiego, wraz z brakami w zapisie kopalnym, jest wystarczającym dowodem na 150 lat ewolucyjnego oszustwa. Co ciekawe, tydzień przed publikacją pracy Ruckiego, w naczelnym organie oszustów ewolucyjnych, Nature, ukazał się bardzo interesujący artykuł, w którym autorzy wskazują na możliwość echolokacji u najstarszego znanego nietoperza, Onychonycteris, który wcześniej był uznawany za niezdolnego do echolokacji.

Inżynier Rucki kontynuuje błędnie interpretując, nie rozumiejąc bądź odrzucając hipotezy i teorie. Czytając cały artykuł na temat błędów i niedociągnięć oraz ukrywania niewiedzy przez ewolucjonistów odnosiłem bez przerwy wrażenie, że inżynier Rucki uważa ewolucjonizm – a nawet szerzej, całe nauki przyrodnicze – za nudne, pozbawione sensu zabawy pseudonaukowców z dziełami Boga. Że tylko jedna interpretacja świata jest dopuszczalna – ta, którą on wyznaje.  Zgrabnie podsumowuje swój światopogląd pisząc:

Cóż, to już jest kwestia naszego wyboru. Mając wolną wolę, możemy wierzyć w kochającego Boga osobowego, który „nas stworzył i ocalił” – a możemy wierzyć w dowolnego bożka, jakiego sobie sami wymyślimy. Dziwne tylko, że dwie religie, jakimi jest ateizm i ewolucjonizm, zostały uznane za naukowe, podczas gdy oparta na faktach i niepodważalnym świadectwie wiarygodnych świadków wiara w Jezusa i Jego zmartwychwstanie jest odrzucana jako „nienaukowa”. Wygląda na to, że chodzi tu nie o wiedzę i nie o naukę, tylko o „uczynki ciemności”, które człowiek sam boi się zobaczyć w świetle, pochodzącym od prawdziwego żyjącego Boga, i dlatego woli pozostawać w ciemności, wydając sam na siebie wyrok potępienia.

Brzmiałoby to zabawnie w ustach jakiegoś fanatycznego chrześcijanina ewangelikalnego z południa Stanów Zjednoczonych. W ustach naukowca z polskiej uczelni – brzmi co najmniej przerażająco.

Literatura:

  • Rokas, A., & Abbot, P. (2009). Harnessing genomics for evolutionary insights Trends in Ecology & Evolution, 24 (4), 192-200 DOI: 10.1016/j.tree.2008.11.004
  • Cracraft, J. (2002). The Seven Great Questions of Systematic Biology: An Essential Foundation for Conservation and the Sustainable Use of Biodiversity Annals of the Missouri Botanical Garden, 89 (2) DOI: 10.2307/3298558
  • Lenormand, T., Roze, D., & Rousset, F. (2009). Stochasticity in evolution Trends in Ecology & Evolution, 24 (3), 157-165 DOI: 10.1016/j.tree.2008.09.014
  • Teeling, E. (2009). Hear, hear: the convergent evolution of echolocation in bats? Trends in Ecology & Evolution, 24 (7), 351-354 DOI: 10.1016/j.tree.2009.02.012
  • Veselka, N., McErlain, D., Holdsworth, D., Eger, J., Chhem, R., Mason, M., Brain, K., Faure, P., & Fenton, M. (2010). A bony connection signals laryngeal echolocation in bats Nature, 463 (7283), 939-942 DOI: 10.1038/nature08737

Read Full Post »

Bingo kreatynów

Znalezione na blogu Sceptyków, dzięki komentarzowi u Barta.

Read Full Post »

Older Posts »