Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Ekologia’ Category

Siedzę i siedzę nad paroma notkami i nie potrafię ich skończyć. W międzyczasie bart napisał kolejny elaborat; nawet ztrewq wrócił do świata żywych, tłukąc buca prosto w łysinę. Postanowiłem więc zrobić serię opartą na ciągu myślowo-poszukiwawczym – ta jest pierwsza z serii, nie wiem ile tego w końcu będzie, bo nie wiem dokąd ten szlag mnie doprowadzi (pun intended).

Zaczęło się niewinnie, od oglądania telewizji. Powtórka jednego z odcinków QI wywołała we mnie nagłą chęć dowiedzenia się czegoś więcej na temat DDT (związek między jednym a drugim będzie wyjaśniony później). Jako że miałem już otwartą angielskojęzyczną Wikipedię, zacząłem czytać opis po angielsku.  Rozbudowany dość mocno artykuł, sporo źródeł, wygląda na w miarę sensowny. Ze strachem zajrzałem na polską wersję. Nie zawiodłem się – lektura hasła mnie trochę przytkała. Przejrzałem historię i trafiłem na autora kilku wprowadzonych (i uźródłowionych!) kwiatków. Jest to znany już tetedekaenowi koneser win. No skoro uźródłowiony – to chyba nie tak źle? Cóż, można znaleźć obecnie źródła na mnóstwo tez, jeżeli nie bierze się pod uwagę jakości tych źródeł. Można zalinkować do Astromaryi jeśli chce się udowodnić spiski chemtrailsów trujących ludzi, można zalinkować do cioci Cukrowej Granulki aby udowodnić fraktalne działanie homeopatii. Można też skorzystać z autorytetu polskich naukowców, by podważyć konsensus naukowy akceptowany powszechnie w środowiskach badawczych. Konsensus jak np. antropogeniczna zmiana klimatu czy szkodliwość DDT. Których naukowców? Pytanie zasadne, bo takich mamy w Polsce sporo. Tu jednak napiszę o dwóch, ze szczególnym naciskiem na jednego.

Zbigniew Jaworowski i Przemysław Mastalerz znani są przede wszystkim z notek Doskonale Szarego, który regularnie punktuje zabawne i straszne głupoty propagowane przez obu. Lekarz Jaworowski dorobił się nawet osobnej kategorii wpisów. Chemikowi Mastalerzowi Doskonale szary poświęcił serię notek. Tutaj jednak nie będzie o klimacie a o DDT. Przywołany wyżej koneser win jako źródło do nieszkodliwości tej substancji dodał nieznane mi wcześniej dzieło Jaworowskiego zatytułowane Współczesne mity. Zachęcony znajomością sporych talentów autora w tworzeniu własnych mitów opartych o ziemkiewiczowski risercz, postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu dziełku. Na samej górze strony stoi jak wół nazwa miejsca, które ten tekst wydało – MYŚL SOCJALDEMOKRATYCZNA 1(2003) p.29-37. Trochę mnie zaskoczyło, że czasopismo o tak jasnej nazwie wydrukowało idola libertardów. Chwilę poświęciłem na poszukiwanie jakichś szerszych informacji na ten temat i dokopałem się do księgarni Prus24.pl, w której można nabyć najnowszy numer Myśli. Jest tam też informacja o wydawcy – Fundacji im. K. Kelles-Krauza w Warszawie. Fundacja ta związana jest z SLD. Chociaż w 2005 roku Wprost pisał o powiązaniach między partią a fundacją w czasie przeszłym, dziennikarz śledczy z Psychiatryka24 we wpisie z maja 2010 informuje o związkach między SLD a fundacją. Publikacja tekstu Jaworowskiego w czasopiśmie tej Fundacji jest kolejnym przykładem degrengolady SLD (choć miało to miejsce w 2003, wówczas koledzy Leszka Millera mieli ważniejsze sprawy na głowie). Jako wisienkę na torcie warto zauważyć, że w bazie NGO widnieje informacja, że jednym z obszarów działań Fundacji jest:

Ekologia i ochrona zwierząt oraz ochrona dziedzictwa przyrodniczego

W sam raz dla tekstu Jaworowskiego.

Jak pisałem wyżej przede wszystkim DDT w tym tekście zwróciło moją uwagę, gdyż koszmarki klimatyczne znacznie sprawniej rozbraja Doskonale szary. Nie mogę jednak pominąć pięknego zagrania godwinowskiego, dość wcześnie w tekście:

W latach trzydziestych najbardziej rozwinięty był niemiecki ruch „Zielona Rewolucja”, którego naczelne hasło „Krew i Ziemia” (Blut und Boden) wskazywało na wizję holistycznej łączności organizmu z glebą. Na arenie politycznej lobby ekologiczne radziło sobie świetnie (obecnie o niebo lepiej i w skali nie jednego państwa lecz globu), żądając wprowadzenia ustaw pro-ekologicznych, m.in. w sprawie rolnictwa organicznego. Wprowadzenie tych ustaw stało się jednym z punktów programu politycznego NSDAP, partii Adolfa Hitlera, a napisy „Blut und Boden” pojawiły się na bagnetach noszonych przez członków Hitlerjugend.

Miało być o DDT. Jaworowski pisze między innymi tak:

skorupki jaj ptasich miały stawać się pod jego wpływem cienkie i całe populacje ptaków wyginąć wskutek stosowania DDT w rolnictwie i przy zwalczaniu malarii. DDT wycofano. Ale nim to uczyniono okazało się, że nie DDT jest powodem cienkich skorup, oraz że w okresie stosowania DDT liczba ptaków w Ameryce wzrosła.

Niestety nie podaje do tego twierdzenia żadnego źródła. Może wyssał to z palucha? Bo ciężko uwierzyć, że naukowiec, na którego powołują się rzesze denialistów zignorowałby publikacje łączące ekspozycję na DDT i pochodne rozkładu tego związku ze zmniejszaniem grubości skorupek jaj. W 1997 roku ukazał się jeden z artykułów wykazujący taki związek (6 lat przed tekstem Jaworowskiego!). Ba, największe kompendium wiedzy na temat DDT pochodzi z 2002 roku i zawiera sporo informacji na ten temat. Już po publikacji Jaworowskiego kolejne badania analizowały mechanizmy uszkadzania jaj podczas wytwarzania skorupki oraz w późniejszych fazach.

Co do liczb ptaków – computer says NO. Liczebność sokoła wędrownego, pelikana brunatnego, rybołowa i wielu innych gatunków spadała drastycznie, miejscami do 0 (zera). Nie o taki wzrost chyba Jaworowskiemu chodziło?

Ssanie na tym się nie kończy:

W r. 1972 kampania przeciw DDT osiągnęła swą kulminację w czasie trwających siedem miesięcy „hearingów” (posiedzeń) w U.S. Environmental Protection Agency – EPA (amerykańskie ministerstwo ochrony środowiska, powołane jako pierwsze w świecie 1 stycznia 1970, biurokratyczny moloch zatrudniający obecnie 20.000 osób).

Może wg Jaworowskiego ochroną przyrody może się zajmować góra 15 osób, ale w trzecim co do powierzchni kraju na świecie pomstowanie na molochy liczące 20 tysięcy osób (w 2010 – 17 384) jest z lekka śmieszne.

W czasie tych posiedzeń 125 ekspertów przedstawiło dowody, że DDT jest nieszkodliwy dla zdrowia ludzi, ryb i innych organizmów wodnych, dzikiego ptactwa i dzikich ssaków. Stwierdził to w podsumowaniu przewodniczący hearingów. Ignorując opinie ekspertów szef EPA William Ruckelshaus wprowadził zakaz stosowania DDT w USA.

Niestety brak podawania źródeł jest kontynuowany. Ba, podaje informacje sprzeczne z tym, co można znaleźć po minucie szukania w internecie. Ruckelhaus podjął decyzję w wyniku nakazu sądowego, zakazującego używanie DDT. Nie szukałem informacji na temat liczby ekspertów popierających wycofanie DDT z obrotu.

Boli dość mocno konkluzja, że dla Jaworowskiego liczba wspierających jakąś sprawę jest istotniejsza od jakości ich argumentów. Sam nie przedstawia tu żadnych dowodów na stawiane tezy, nie cytuje (nawet z nierecenzowanych czasopism, w których publikuje swoje artykuły klimatologiczne) żadnych badań.

A skąd koty i karaluchy w tytule? W QI była mowa o akcji mającej na celu redukcję niszczycielskiego wpływu DDT na rolnictwo i zdrowie w trudno dostępnych rejonach Sumatry. Losy tej historii (oraz koty i karaluchy) opiszę w drugiej części.


Bibliografia

ResearchBlogging.org

Lundholm CD (1997). DDE-induced eggshell thinning in birds: effects of p,p’-DDE on the calcium and prostaglandin metabolism of the eggshell gland. Comparative biochemistry and physiology. Part C, Pharmacology, toxicology & endocrinology, 118 (2), 113-28 PMID: 9490182

Holm, L., Blomqvist, A., Brandt, I., Brunström, B., Ridderstråle, Y., & Berg, C. (2006). EMBRYONIC EXPOSURE TO O,P′-DDT CAUSES EGGSHELL THINNING AND ALTERED SHELL GLAND CARBONIC ANHYDRASE EXPRESSION IN THE DOMESTIC HEN Environmental Toxicology and Chemistry, 25 (10) DOI: 10.1897/05-619R.1

Guillette LJ Jr (2006). Endocrine disrupting contaminants–beyond the dogma. Environmental health perspectives, 114 Suppl 1, 9-12 PMID: 16818240

BROWN, J., VAN COEVERDEN DE GROOT, P., BIRT, T., SEUTIN, G., BOAG, P., & FRIESEN, V. (2007). Appraisal of the consequences of the DDT-induced bottleneck on the level and geographic distribution of neutral genetic variation in Canadian peregrine falcons, Falco peregrinus Molecular Ecology, 16 (2), 327-343 DOI: 10.1111/j.1365-294X.2007.03151.x

Reklamy

Read Full Post »

Pamiętacie nornika z poprzedniego wpisu? Tym razem gryzoń jednak nie dał rady:

Czapla zjadająca gofera

Czapla biała zjadająca goffera

Czaplę z gofferem w dziobie sfotografował  Steve Shinn, Guardian.

Read Full Post »

Omówiłem już wcześniej NDVI – było to jakby rozpoczęcie tematu. Nie umieściłem w tamtej notce prostego wzoru, jaki się stosuje do obliczania wartości NDVI:

Grafika ze wzorem pobrana ze strony Wikipedii.

We wzorze każdy ze współczynników może przyjmować wartości od 0,0 do 1,0. Stąd NDVI może przyjmować wartości od -1,0 do 1,0. Największe wartości NDVI przyjmuje w przypadku obszarów o największej koncentracji roślinności, podczas gdy w przypadku śniegu bądź chmur wartość może spadać poniżej 0. Inne rodzaje pokrycia powierzchni ziemi to woda, która (przynajmniej w większej odległości od brzegu) nie odbija prawie wcale tych długości promieniowania (stad wartości zbliżone do 0 bądź lekko poniżej zera) oraz naga ziemia, która odbija odrobinę więcej bliskiej podczerwieni niż czerwieni, co daje wartości w rejonie 0,1 lub 0,2.
Inna zaleta tego wzoru jest to, ze redukuje liczbę danych początkowych. Z dwóch wartości daje jedną, którą można operować w równaniach i analizach.

Wraz z rozwojem technik satelitarnych, w niektórych częściach świata NDVI zyskał szalona popularność. Szybko znalazł zastosowanie nie tylko w leśnictwie (przykład z północno-wschodnich Chin):

Rycina pobrana z pracy MODIS-Based Estimation of Biomass and Carbon Stock of Forest Ecosystems in Northeast China (Xia, Huang, Han) – niestety autorzy nie podali w jaki sposób mierzyli NDVI – na skali widoczne są wartości, które z pewnością nie odpowiadają normalnej skali NDVI.

… ale też i w rolnictwie. Na rycinie poniżej (pobranej z tutoriala RS) pokazuje susze w lipcu 2004 we wschodniej Afryce (materiał na osobny wpis).

Również Europa była wielokrotnie pokazywana w barwach NDVI:

Rycina pobrana ze strony WDC

Jednakże NDVI ma swoje słabe strony. NDVI został wynaleziony do zastosowania głownie w leśnictwie. Dlatego też, kiedy stosowany na obszarach o mniejszej (innej) roślinności może zawieść.
Inne wady to miedzy innymi:

  • elementy atmosfery takie jak pyły, para wodna i rożne aerozole mogą powodować błędną interpretacje wyników
  • chmury mogą całkowicie uniemożliwić uzyskanie informacji dotyczących roślinności
  • efekt gleby a w szczególności wilgotności gleby. Wówczas odbicie jest wypadkowa samej gleby i ilości wody w niej zawartej
  • anizotropia – w skrócie problem z kątami odbijania a długością fali (nie jestem fizykiem)
  • efekty spektralne

Ponadto jako ze NDVI jest technika używaną od dość dawna, istnieją problemy korelacji starych danych, uzyskiwanych w rożnych skalach czasowych i przestrzennych z danymi współczesnymi – rozwój techniki pozwolił na uzyskiwanie coraz dokładniejszych obrazów.

Aby rozwiązać te problemy wypracowano kilka innych indeksów, które na różne sposoby radziły sobie z ograniczeniami NDVI. Inne metody to zastosowanie bardziej skomplikowanego indeksu EVI (w którym dodatkowo używa się koloru niebieskiego) czy FAPAR.

Read Full Post »


(Photo: Rob Palmer / via the Guardian)

Nornik stawia opór kojotowi. Zdjęcie z Parku Narodowego Yellowstone, Wyoming, USA.

Read Full Post »

Chwilowy odpoczynek od kreacjonistów, wróżek i potencjonowania wody.
Do napisania tej notki skłoniła mnie krótka informacja, zawarta w ostatnim numerze BBC Wildlife Magazine, dotycząca populacji wiewiórki rudej w Merseyside.

Na początek przedstawię dwóch bohaterów tego wpisu. Pochodzącą zza oceanu wiewiórkę szarą i europejską wiewiórkę rudą (Wikipedia jest źródłem obu plików. Dokładne informacje po kliknięciu w grafiki).


Wiewiórka szara…                                                                        i wiewiórka ruda

Wiewiórki szare zostały sprowadzone do Wielkiej Brytanii pod koniec XIX wieku. Podobnie jak wiele innych egzotycznych gatunków (między innymi walabie, które przez wiele lat żyły w Peak District National Park w Anglii i nadal można je spotkać w południowej Szkocji) zostały przywiezione do licznych parków i ogrodów prezentujących zwierzęta z brytyjskich kolonii. Wiewiórki uciekały bądź były wypuszczane na wolność przez niefrasobliwych właścicieli i bardzo szybko zaaklimatyzowały się w Wielkiej Brytanii. Po jakimś czasie zauważono, że liczebność introdukowanego gatunku dość szybko wzrasta i że zwiększa on swój zasięg. Jednocześnie dało się zauważyć spadek liczebności rodzimych wiewiórek rudych. Zaczęły znikać one z terenów, na których pojawiły się wiewiórki szare. Ekspansja szarych i zanikanie rudych były dość szybkie. W 2006 roku oceniono liczebność wiewiórek rudych na 140 tysięcy (w tym 12 – 15 tysięcy w Anglii), podczas gdy liczebność szarych oceniano na 2 do 4 milionów osobników. Forestry Commission oceniło, że wiewiórkom szarym wystarcza 15 lat od momentu pojawienia się na danym terenie, by zastąpić rude w 100%.

„Wypychanie” wiewiórek rudych z terenów, na których żyły dotychczas (jak i zobrazowanie braku możliwości koegzystencji obu gatunków) pokazuje powyższa mapa (źródło: Conservative Issues UK). Po lewej stronie kolorem czarnym zaznaczono występowanie wiewiórek szarych, po prawej wiewiórek rudych. Jak widać główne obszary występowania rudych do Szkocja, zachodnia i południowa Irlandia oraz kilka wysp (dosłownie i w przenośni) na terenie Anglii i Walii. Jednym z tych obszarów jest wybrzeże Merseyside, w pobliżu Liverpoolu – o lasach Formby będzie trochę później.

Co sprawia, że wiewiórki szare tak łatwo wygrywają konkurencję z rudymi? Przede wszystkim, mimo pewnych podobieństw, różnią się te dwa gatunki dość mocno, choć zajmują zachodzące na siebie nisze ekologiczne. Szare są większe i trochę inaczej zbudowane. Mogą ważyć nawet 2 razy więcej niż rude, mają też grubsze warstwy tłuszczowe pod skórą. Ponadto korzystając częściowo ze zjawiska opisanego regułą Bergmana, w razie niekorzystnych warunków pogodowych (choćby takich, jakie występują w Wielkiej Brytanii podczas zimy 2009/2010) , mają większe szanse na przeżycie. Dodatkową przewagą wiewiórek szarych jest ich specyficzny behawior. Conservation Issues UK podaje, że wiewiórki rude spędzają około 33% czasu na ziemi, resztę w koronach drzew. Wiewiórki szare natomiast mogą spędzać do 80% czasu na ziemi. Szczególnie przydatne jest to jesienią, gdy zwierzęta mogą korzystać z pokarmu, który opadł już na ziemię. Szacuje się, że wiewiórki szare jesienią tyją o 20%, podczas gdy wiewiórki rude zaledwie 10%.

Poza czynnikami ekologicznymi, wiewiórki szare mają jeszcze jednego „asa w rękawie”. Problem ten nie był rozpoznany przez długi czas, a zdaje się mieć bardzo duży wpływ na populację wiewiórki rudej w Wielkiej Brytanii. Wiewiórki szare są nosicielami squirrel parapoxwirusa. Większość szarych wiewiórek jest odporna na działanie tego wirusa, dlatego ic śmiertelność jest minimalna. Znacznie gorzej wygląda sytuacja wiewiórek rudych – u tego gatunku śmiertelność sięga 100%. Wszystkie populacje wiewiórek rudych, które mają bezpośredni kontakt z szarymi, prędzej lub później są dotykane przez chorobę. W miarę bezpieczne jak dotąd okazały się niewielkie populacje wiewiórek na wyspach Wight i Brownsea.

Choroba bardzo poważnie zmniejszyła liczebność populacji, która szczególnie mnie interesuje – tej w Merseyside. Jak bardzo poważnie? Według liczących regularnie wiewiórki w 2008 roku populacja osiągnęła najmniejszą notowaną liczebność – ocenianą na zaledwie 150 osobników.

Dane pochodzą ze strony Red Squirrel Survival Trust i pokazują liczbę zaobserwowanych wiewiórek, co według organizacji odpowiada około 15% rzeczywistej liczebności zwierząt.

Dodatkowo, dzięki działalności BioBank Merseyside, stworzona została mapa występowania wiewiórek rudych w Merseyside na podstawie ostatniego liczenia, jesienią 2009 roku:

Jeden kwadrat ma bok o długości 1 km. Mapa pochodzi stąd. A co takiego właściwie napisał BBC Wildlife Magazine? Podał informację, że jest nadzieja na uratowanie wiewiórek, cytując dane o wzroście liczebności.

Szczególnie interesujące zjawisko wpływu introdukowanego gatunku na rodzimą faunę (i florę) może mieć znaczenie również dla Polski – brytyjskie wiewiórki szare są izolowane od reszty kontynentu Kanałem La Manche, jednak istnieją populacje tego gatunku we Włoszech i Niemczech. Jeżeli zawędrują do Polski i będą nosicielami wirusa – biada naszym rudym.

Read Full Post »

Badając organizmy żywe, trzeba je czasem policzyć. Nie jest to zazwyczaj problem, kiedy chodzi nam o kobiety w wieku 18-35, czy czarnoskórych mężczyzn w wieku 55-70. Sytuacja się pogarsza, gdy obiektem badań stają się dzikie zwierzęta. Pół biedy, gdy są to pandy czy tygrysy – są na tyle duże i mało liczebne, że można je policzyć w miarę dokładnie. Jednak wraz ze spadkiem rozmiarów i wzrostem liczebności (komary anyone?) rośnie liczba problemów. Jako że gryzonie są obiektem mojego zainteresowania (w szczególności nornice rude i norniki bure), mogę trochę lepiej to wyjaśnić. Książka The History of British Mammals podaje przybliżoną liczbę norników w Wielkiej Brytanii na około 65-70 milionów. Oczywiście biorąc pod uwagę możliwości rozrodcze oraz śmiertelność przedstawicieli tego gatunku wahania liczebności są znaczne i sięgają nawet kilkunastu milionów osobników. Przy takich liczebnościach badanie nawet wycinków populacji staje się bliskie niemożliwości. Jednakże szacowanie liczebności jest niezbędne. Jednym ze sposobów rozwiązania tego problemu jest używanie swoistego proxy – indeksu gryzoniowego. Określa się tak metody obliczania liczebności gryzoni na danym terenie na podstawie danych zebranych podczas odłowów.

Aby indeks gryzoniowy spełniał swoje zadanie, musi wykazywać czułość na zmiany zagęszczenia gryzoni z jednoczesną łatwością zastosowania. Generalnie w literaturze na ten temat można spotkać dwa podejścia. Najprostsze, gdy zależy nam tylko na tym, żeby w jakiś statystyczny sposób ując dane dotyczące liczebności gryzoni, bądź podejście znacznie bardziej skomplikowane, polegające na używaniu wielu rożnych współczynników, „ważeniu” ich ważności i tak dalej.
Najprostsze rozwiązanie to wzór: I=100*n/P
gdzie:

  • I – indeks gryzoniowy
  • n – liczba zwierząt złapanych w trakcie badania
  • P – tzw. „wysiłek odłowczy” – suma dni (godzin, nocy, tygodni – w zależności od projektu) dla KAŻDEJ pułapki ustawionej i działającej.

Metoda ta jest bardzo prosta, jednak trudno ocenić jest jej skuteczność – istnieje bardzo mało kompleksowych projektów badawczych zajmujących się samą metodologią badania występowania zwierząt, zwłaszcza gdy wiadomo o graniczeniach tej metody. Przykładowo powyższy wzór nie podaje np. czy różnice między liczbami odłowionych gryzoni w poszczególnych dniach odłowów są istotne np. czy pierwszego dnia odławia się więcej zwierząt niż drugiego, a drugiego więcej niż trzeciego, czy też inaczej.
Stosowanie tej metody nie uwzględnia ponadto pory roku – używanie tego wzoru wiosną, gdy roślinność nie zapewnia odpowiedniej ilości pożywienia (które zwierzęta mogą znaleźć w pułapkach) może dać inne wyniki latem czy jesienią.

Istnieją również inne metody określania liczebności populacji zwierząt korzystające z metod pośrednich. O tym kiedy indziej – chwilowo zator roboczy.

Read Full Post »

Uznałem, że przyda się kolejny nudny przerywnik między notkami debunkującymi głupoty, kłamstwa i przeinaczenia.

Tym razem trochę więcej o wykorzystaniu satelitów na przykładzie mechanizmów używanych w moim projekcie.

Jednym z głównych narzędzi w tej dziedzinie wiedzy jest  NDVI (Normalized Difference Vegetation Index). Polega to na rejestrowaniu rożnych długości światła odbitego od powierzchni i wszystkich obiektów znajdujących się na powierzchni Ziemi. Jak widać na tym rysunku:


Rycina pobrana ze strony Earth Observatory

założenia są genialnie proste – porównywanie odbicia światła o długości fali istotnej w procesie fotosyntezy. Stąd można wyciągać dalsze informacje. Jeżeli częstotliwość przelotu satelity nad badanym obszarem jest odpowiednia (zależny od rozmiaru piksela – im większy obszar objęty zdjęciem, tym większa częstotliwość jest możliwa) można uzyskiwać dokładne informacje dotyczące okresu wegetacji. Dla moich badań te informacje mogą być niezwykle istotne. Nie ma (a przynajmniej jeszcze nie znalazłem) metody, która lepiej opisywałaby warunki żywieniowe gryzoni na wybranym terenie. Mając dane dotyczące populacji zarówno przestrzennie (odłowy gryzoni na 27 powierzchniach reprezentujących różnorodne środowiska badanego obszaru – co pół roku) i czasowo (odłowy gryzoni na 4 powierzchniach badawczych co 3 tygodnie przez cały rok) oraz dane dotyczące poziomu infekcji (badania serologiczne próbek) mamy w miarę spójny obraz populacji i jej stanu zdrowia. Brak jednak rzetelnej, powtarzalnej i kwantyfikowalnej metody opisu środowiska. Wartości indeksu wegetacji mogą powiedzieć bardzo wiele o środowisko i pożywieniu gryzoni. Jeśli przedstawimy te wartości na wykresie, możemy zaobserwować takie aspekty, jak:

  • początek okresu wegetacji jak i koniec
  • stopień intensywności wzrostu i spadku procesów fotosyntezy (czyli po prostu – z punktu widzenia gryzoni – produkcja żywności)
  • maksymalne wartości fotosyntezy
  • długość okresu wegetacji
  • itd

Używam tutaj określenia „okres wegetacji” zamiennie z fotosynteza zakładając ze te terminy są jednoznaczne podczas omawiania NDVI.

Można także uzyskiwać kolorowe mapy, dające wizualizacje uzyskanych danych (przykładowo Kanał Panamski, kolory sztuczne):

Zdjęcie pobrane ze strony Remote Sensing Tutorial.

Jest to jedno chyba z najprostszych sposobów na wytłumaczenie
działania. Wiele różnorodnych satelitów ma zainstalowane bardzo rożne
rodzaje detektorów. Wspomniana długość światła (widzialne czerwone i
podczerwone) jest jedna z wielu możliwych kombinacji.

Będąc przede wszystkim ekologiem, raczej nigdy nie będę ekspertem w dziedzinie wykorzystania satelitów w badaniach ekologicznych. Mam jednak pewne doświadczenie nabyte w obecnym projekcie, dlatego mogę skierować szukających szerszych informacji do lepiej zorientowanych osób i lepszych źródeł. Jako że współpracuję z Uniwersytetem w Louvain la Neuve, mogę bezczelnie polecić znanych mi fachowców. Jednym z nich jest Eric Lambin, w tym roku nagrodzony przez National Academy of Science.  Ponadto w Louvain la Neuve pracuje Sophie Vanwambeke, która specjalizuje się w opracowywaniu danych geograficznych i epidemiologicznych.

Przykładowa literatura (jest tego sporo, łatwo znaleźć przy pomocy Google):

Multi-level Analyses of Spatial and Temporal Determinants for Dengue Infection S Vanwambeke, BHB van Benthem, N Khantikul, C Burghoorn-Maas, K Panart, L Oskam, E Lambin, P Somboon  Int J Health Geogr. 2006; 5: 5.

Read Full Post »

Older Posts »