Kanały:
Wpisy
Komentarze

Eksperci od grypy – część 2.

Mimo zachęceń ze strony ztrewq, czuję się po części zobowiązany do kontynuowania drążenia tematu naszych lokalnych i światowych ekspertów od grypy. Część pierwsza tego cyklu znajduje się tutaj.

Na początek pozwolę sobie sprostować informację zawartą w komentarzach u pewnego blogera – w pisanych przeze mnie tekstach nie ma manipulacji. Przedstawiam fakty, ich ocenę należy przeprowadzić samemu.

W poprzednim wpisie napisałem, że kolejnym ekspertem, którego dokonania na polu epidemiologii i wirusologii będzie znany i lubiany David Icke, jednakże ilość materiałów dostępna na jego temat rozdęła na razie tekst ponad możliwe i akceptowalne rozmiary. David Icke jest bowiem dostarczycielem zabawnych newsów na skalę światową. Dlatego też w dzisiejszym wpisie skupię się na osobie nieustraszonej dziennikarki – Jane Burgermeister.

Zgodnie z wielokrotnie używanym już schematem – jeśli nie masz wystarczających autorytetów popierających sprawę – nadmuchaj te, które już są w twojej drużynie – Jane Burgemeister dość szybko awansowała z freelancera publikującego czasem w Nature (tu o prawie patentowym w Szwajcarii, tu o niemieckim programie biotechnologicznym, tu o węgierskich wynalazkach biotechnologicznych, tu o wpływie lasów deszczowych na redukcję ilości CO2 w atmosferze) i  British Medical Journal (ciekawostka – napisała dla tego czasopisma komentarz do decyzji o deportacji z Polski cudzoziemców chorych na choroby zakaźne – wstęp do przeczytania tutaj) na głównego wojownika o wolność ludzkości od niosących śmierć szczepionek.

Niestety wraz z pojawieniem się nowej grypy jej działania straciły spójność. Począwszy od najstarszych linków dodawanych na wykop z ekspertem Piotrem Beinem, paranoja,  jaką charakteryzują działania Burgermeister zatacza coraz szersze kręgi. Początkowo zacząłem szukać czegokolwiek konkretnego, nie będącego kopią przekazów Waldemara i spółki po polsku bądź linków do filmów w serwisie Youtube, na których bojąca się o swoje życie Burgermeister opowiada drżącym głosem o swojej samotnej walce z potężnym i bezwzględnym przeciwnikiem. Zwracam jednak tutaj uwagę na bardzo istotny fakt – nie uważam międzynarodowych koncernów medycznych za urzeczywistnienie idei Dobrego Samarytanina. Koncerny chcą zarabiać i robią to bardzo dobrze. Przestrzegam jednak przed nadmiernym wpływem najstarszych filmów z Jamesem Bondem – źli ludzie na tym świecie to bardzo rzadko Doktor No lub Ernst Blofeld. Są tam z pewnością ludzie źli, chciwi, ale naprawdę małe jest prawdopodobieństwo, że na stanowiskach kierowniczych są masowi mordercy – geniusze.

Wracając do tematu – poszukiwałem informacji niezależnych, pochodzących od współpracowników bądź znajomych Burgermeister. W ten sposób trafiłem na dość ciekawe informacje. Fakt, że źródłem ich jest inny oszołom, Alex Jones i jego siedlisko truthseekerów. Postanowiłem jednak iść tym tropem.

Jak się okazuje ruch walki z niebezpiecznymi szczepionkami nie jest tak jednolity jak by mogło się wydawać. Zgodnie z zasadą trust no one obowiązującą praktycznie wszystkich truthseekerów (każdy może być agentem Reptylianów/rządu/grupy Bilderberg/Żydów/Iluminatów) Burgermeister nie była brana na początku do końca serio – nie wszyscy wierzyli jej zapewnieniom o dowodach. Szybko jednak dzięki przyłączeniu się do dzielnego doktora Billa Deagle w walce z morderczymi szczepionkami zdobyła zaufanie walczących o prawdę.

Mały detour – temu panu warto poświęcić kilka wersów.

Kim jest Bill Deagle? Dla niektórych jest bohaterem walczącym o prawdę. Opowiada o głęboko sięgających konspiracjach, które mają na celu kontrolę ludzkości i wszczepianie czipów (oh, really? na blogu grypa666 temat powtarzany do znudzenia), o 9/11 inside job i jeszcze paru rzeczach. Prowadzi strony internetowe informujące o tych spiskach (może film DVD za jedyne 98 dolarów?) oraz o korzyściach z używania suplementów (może zestaw chroniący przed infekcjami za niecałe 360 dolarów?). Dla ludzi posiadających iloraz inteligencji trochę powyżej przeciętnego chomika – Bill Deagle jest po prostu mitomanem. Prawdziwą krzyżówką Davida Icke i Matthiasa Ratha. Rozległość jego paranoi jest wprost zdumiewająca. Przekracza to moją chęć pisania o nim – dostarczyłby tutaj tematów do pisania na następne lata. Dlatego zamiast rozwlekać polecam zgrabny opis jego absurdów wypunktowany na blogu Swallowing the camel (część pierwsza tutaj, część druga tutaj).

Wśród walczących o prawdę obok Billa Deagle jest również dr True Ott. Z tego co udało się znaleźć dr Ott ma doktorat z żywienia. Kiedy słyszę o takich kwalifikacjach, zapala mi się czerwona lampka ostrzegawcza – przede wszystkim dzięki książce Bena Goldacre Bad Science. Dlaczego? Goldacre opisał w książce o kwalifikacjach naukowych i zawodowych znanej brytyjskiej popularyzatorki zdrowego żywienia Gillian McKeith. McKeith zdobyła doktorat metodą kursu korespondencyjnego na nieakredytowanej nigdzie uczelni. Ponadto Goldacre zdobył certyfikaty żywieniowca (takie jakie posiada McKeith) dla swojego martwego kota. Żywieniowiec dr Ott również nie rozczarowuje. Jednym z jego celów jest walka z Szatanem, którego – jak powiedział Gregowi Szymanskiemu – widział na własne oczy.

Z lekka szokujące wydaje się być to działanie Jane Burgermeister – pisanie do Nature i BMJ, zainteresowanie tematami zarówno biotechnologicznymi jak i środowiskowymi oraz prawnymi. Środowisko truthseekerów zdaje się przyjęło ją dość szybko i ochoczo. Jednakże sielanka nie trwała zbyt długo. Wpis z 29 lipca 2009 roku na blogu Labvirus (w skrócie – autorzy twierdzą, że wirus grypy jest bronią biologiczną) opublikowali tę notkę. Autorzy (związani z Deagle i Ottem) oskarżają Burgermeister o oszustwo. Pomimo próśb o dowody złożenia oskarżeń Jane nic nie przedstawiła (przynajmniej według informacji z tego bloga). Podważają jej wypowiedzi na temat złożenia jakiegokolwiek doniesienia zarówno w Austrii czy w USA. Oskarżają ją o paranoję (sic!), o kłamstwa, o defraudację. Nie jest to jedyne źródło takich informacji. Na jednym z for dyskusyjnych we wrześniu toczyła się dyskusja, brały w niej udział osoby, które kontaktowały się z Burgermeister. Jane przedstawiła wg nich swoje wpisy na blogu (sic!) jako dowody na złożenie doniesień do FBI. Rozmiar paranoi Jane Burgemeister jest widoczny również w nazwie prowadzonego przez nią od kwietnia do sierpnia bloga Birdflu666 (i polskiego odpowiednika ze swojskim ekspertem Piotrem Beinem Grypa666), kiedy przeczyta się jej tekst pt. Czy rządzą nami sataniści? zamieszczony na Bibule (tłumaczem niezawodny Piotr Bein). Wreszcie pojawiają się głosy, że Jane Burgermeister jest tzw. Fałszywą Flagą - podważającą wiarygodność (sic!) prawdziwych truthseekerów.

Co sprawia, że ktoś, kto ma zarówno racjonalne podejście do tematów nagle przekracza granice śmieszności? Co może popchnąć do publikowania filmów na Youtube i bycia łączonym z Davidem jaszczury rządzą światem Icke?

Oświadczenie Państwowego Zakładu Higieny (dostępne tutaj – PDF) na temat twórczości profesor Majewskiej. Opublikowane po raz pierwszy na Modnych Bzdurach.

Ekologia z satelity

Uznałem, że przyda się kolejny nudny przerywnik między notkami debunkującymi głupoty, kłamstwa i przeinaczenia.

Tym razem trochę więcej o wykorzystaniu satelitów na przykładzie mechanizmów używanych w moim projekcie.

Jednym z głównych narzędzi w tej dziedzinie wiedzy jest  NDVI (Normalized Difference Vegetation Index). Polega to na rejestrowaniu rożnych długości światła odbitego od powierzchni i wszystkich obiektów znajdujących się na powierzchni Ziemi. Jak widać na tym rysunku:


Rycina pobrana ze strony Earth Observatory

założenia są genialnie proste – porównywanie odbicia światła o długości fali istotnej w procesie fotosyntezy. Stąd można wyciągać dalsze informacje. Jeżeli częstotliwość przelotu satelity nad badanym obszarem jest odpowiednia (zależny od rozmiaru piksela – im większy obszar objęty zdjęciem, tym większa częstotliwość jest możliwa) można uzyskiwać dokładne informacje dotyczące okresu wegetacji. Dla moich badań te informacje mogą być niezwykle istotne. Nie ma (a przynajmniej jeszcze nie znalazłem) metody, która lepiej opisywałaby warunki żywieniowe gryzoni na wybranym terenie. Mając dane dotyczące populacji zarówno przestrzennie (odłowy gryzoni na 27 powierzchniach reprezentujących różnorodne środowiska badanego obszaru – co pół roku) i czasowo (odłowy gryzoni na 4 powierzchniach badawczych co 3 tygodnie przez cały rok) oraz dane dotyczące poziomu infekcji (badania serologiczne próbek) mamy w miarę spójny obraz populacji i jej stanu zdrowia. Brak jednak rzetelnej, powtarzalnej i kwantyfikowalnej metody opisu środowiska. Wartości indeksu wegetacji mogą powiedzieć bardzo wiele o środowisko i pożywieniu gryzoni. Jeśli przedstawimy te wartości na wykresie, możemy zaobserwować takie aspekty, jak:

  • początek okresu wegetacji jak i koniec
  • stopień intensywności wzrostu i spadku procesów fotosyntezy (czyli po prostu – z punktu widzenia gryzoni – produkcja żywności)
  • maksymalne wartości fotosyntezy
  • długość okresu wegetacji
  • itd

Używam tutaj określenia “okres wegetacji” zamiennie z fotosynteza zakładając ze te terminy są jednoznaczne podczas omawiania NDVI.

Można także uzyskiwać kolorowe mapy, dające wizualizacje uzyskanych danych (przykładowo Kanał Panamski, kolory sztuczne):

Zdjęcie pobrane ze strony Remote Sensing Tutorial.

Jest to jedno chyba z najprostszych sposobów na wytłumaczenie
działania. Wiele różnorodnych satelitów ma zainstalowane bardzo rożne
rodzaje detektorów. Wspomniana długość światła (widzialne czerwone i
podczerwone) jest jedna z wielu możliwych kombinacji.

Będąc przede wszystkim ekologiem, raczej nigdy nie będę ekspertem w dziedzinie wykorzystania satelitów w badaniach ekologicznych. Mam jednak pewne doświadczenie nabyte w obecnym projekcie, dlatego mogę skierować szukających szerszych informacji do lepiej zorientowanych osób i lepszych źródeł. Jako że współpracuję z Uniwersytetem w Louvain la Neuve, mogę bezczelnie polecić znanych mi fachowców. Jednym z nich jest Eric Lambin, w tym roku nagrodzony przez National Academy of Science.  Ponadto w Louvain la Neuve pracuje Sophie Vanwambeke, która specjalizuje się w opracowywaniu danych geograficznych i epidemiologicznych.

Przykładowa literatura (jest tego sporo, łatwo znaleźć przy pomocy Google):

Multi-level Analyses of Spatial and Temporal Determinants for Dengue Infection S Vanwambeke, BHB van Benthem, N Khantikul, C Burghoorn-Maas, K Panart, L Oskam, E Lambin, P Somboon  Int J Health Geogr. 2006; 5: 5.

W odcinku pierwszym pokazałem jak kreacjoniści używają quote miningu i kłamstwa. Tym razem inny przykład – choć ma już 2 lata, to wart jest zauważenia w języku polskim.

David Attenborough jest uznawany w Wielkiej Brytanii za skarb narodowy. Od ponad 50 lat pracuje w BBC, pełniąc najróżniejsze funkcje – od prowadzącego programy telewizyjne po wysokie stanowiska kierownicze. Pisał również książki, jednak najważniejszym i największym wkładem Attenborough w świat telewizji są jego programy przyrodnicze. Po raz pierwszy swój talent zaprezentował w 1954 roku w programie Zoo Quest. Przy kolejnych licznych programach omawiających antropologię, kulturę, Attenborough miał udział przede wszystkim jako producent. Wraz z rozwojem kariery i kolejnymi szczeblami administracji, w których pracował, Attenborough poczuł, że powoli traci szansę na dalsze podróże i kontakt z przyrodą – dlatego też w 1972 roku zrezygnował z funkcji kierowniczych i wrócił do filmowania. Pierwszym programem dokumentalnym (który rozpoczął monumentalną serię Life) było Life on Earth. Kolejne części, korzystające z najnowszych zdobyczy techniki, powstawały co kilka lat. Attenborough podróżował na wszystkie kontynenty, wielokrotnie filmował jako pierwszy liczne zjawiska i zachowania – zarówno zwierząt jak i roślin. Filmy prezentowane przez Attenborough szybko stały się popularne w Wielkiej Brytanii i za granicą. Liczne stacje telewizyjne kupowały te produkcje i prezentowały z własnym tłumaczeniem – u nas była (nie wiem, czy nadal jest – dawno nie oglądałem polskiej telewizji) to przede wszystkim Krystyna Czubówna. Mogę wprost powiedzieć, że filmy Attenborough z jej komentarzem ukształtowały moje zainteresowania i wybór zawodu.

Attenborough jest jednym z czołowych i najbardziej znanych promotorów wiedzy o teorii ewolucji. W 2009 – roku Darwina – poprowadził program Charles Darwin and the Tree of Life oraz Uncovering Our Earliest Ancestor: The Link, w którym zaprezentował historię odkrycia i badań nad Idą. Również w każdym z prowadzonych przez siebie programów przyrodniczych Attenborough zwraca uwagę na dowody ewolucji wśród licznych grup zwierząt. Nie wszyscy jednak mają możliwość beztroskiego oglądania tych dowodów. Jednym z najbardziej spektakularnych dowodów na manipulacje kreatynistów jest pewna holenderska wersja Życia Ssaków. Jeden z holenderskich nadawców publicznych – Evangelische Omroep wydał swoją wersję tego programu. Tłumaczenie komentarzy Attenborough z angielskiego na holenderski wielokrotnie zmienia znaczenie wypowiedzi – aby podpierały twierdzenia kreatynów. Wycięto z każdego odcinka jakiekolwiek wspomnienia o ewolucji oraz opisy wieku skamieniałości wymarłych zwierząt. Ponadto cały odcinek 10. (omawiający ewolucję człowieka oraz gatunków spokrewnionych, czyli szympansa, goryla i orangutana) został całkowicie usunięty z serii. Przykłady cenzury dostępne są w 3 filmach (do obejrzenia w serwisie Youtube: tutaj, tutaj i tutaj). Evangelische Omroep jest bowiem organizacją fundamentalnych chrześcijan i każdy fragment wiedzy zaprzeczający dosłownej interpretacji Biblii (tzw. kreatynizm młodej Ziemi) jest usuwany z produkcji firmowanych przez EO.

Mimo protestów ze strony zarówno Davida Attenborough jak i grupy holenderskich naukowców (jedna z list zmian, stworzona przez dr Gerdien de Jong z Uniwersytetu w Utrechcie), BBC wydało oświadczenie, że tego typu manipulacje są dozwolone, o ile nie przekraczają 5 minut na 1 godzinę materiału. Według BBC działania EO były wewnątrz marginesu.

Profesor Michael Reiss z University of London twierdzi, że masowe migracje ludności w Europie rozprzestrzeniają idee kreacjonistyczne.

Reiss specjalizujący się w bioetyce oraz edukacji miał swoje pięć minut wątpliwej sławy we wrześniu 2008 roku, kiedy jako Director of Education przy Royal Society niedokładnie wyłożyły jego opinię na temat nauczania kreacjonizmu w szkołach. Profesor Reiss powiedział wówczas, że zamiast twardego oporu wobec irracjonalnych idei kreacjonistycznych należałoby uczniom prezentować przyczyny tych irracjonalizmów oraz udowadniać brak naukowych podstaw zarówno kreatynizmu jak i Inteligentnego Projektu. Niektóre media uznały tę wypowiedź jako przychylenie się ku promowanemu przez kręgi kreatyńskie tzw. uczeniu kontrowersji. Reiss zrezygnował wówczas ze stanowiska, choć kilka dni wcześniej (12 września 2008) Royal Society wydało oświadczenie wyjaśniające błędną interpretację w mediach. Tekst oświadczenia dostępny jest tutaj.

Michael Reiss dostrzega problem istnienia silnego poparcia dla kreacjonizmu w krajach z dominującym islamem lub fundamentalnym chrześcijaństwem (Eurobarometer w 2005 roku pokazał takie wyniki – dostępne tutaj). Wraz z ludźmi migrującymi z tych krajów do Wielkiej Brytanii czy Niemiec te idee są rozprzestrzeniane. Szacuje, że około 10% studentów niektórych szkół medycznych w Wielkiej Brytanii nie uznaje teorii ewolucji jako faktu. Reiss zwrócił uwagę na ten problem w przeddzień trwającej od 14 do 16 listopada 2009 roku konferencji naukowej zatytułowanej Darwin’s living legacy: An International conference on Evolution and Society. Bardzo istotne jest miejsce, gdzie ta konferencja się odbywa – Aleksandria w Egipcie.

Reiss pomija jednak inny, bardzo istotny element wzrostu poparcia kreacjonizmu w Wielkiej Brytanii – organizacje promujące kreacjonizm w Wielkiej Brytanii, takie jak Truth in Science. Nie ujawniają one źródeł finansowania, lecz podejrzewa się, że pieniądze na działanie, wydawnictwa a nawet muzea pochodzą ze Stanów Zjednoczonych.

W 1842 roku angielski poeta Alfred Tennyson napisał wiersz zatytułowany The Vision of Sin (cały tekst dostępny jest tutaj). W jednym z wersów Tennyson pisze:

Every moment dies a man,
Every moment one is born.

Zwrócił uwagę na te wersy jeden z ówczesnych geniuszy komputerowych (sic!) Charles Babbage. Napisał on list do poety, w którym określił co uważał za błędne:

… If this were true, the population of the world would be at a standstill. In truth, the rate of birth is slightly in excess of that of death. I would suggest [that the next edition of your poem should read]:

Every moment dies a man,
Every moment 1 1/16 is born.

Strictly speaking, the actual figure is so long I cannot get it into a line, but I believe the figure 1 1/16 will be sufficiently accurate for poetry.

Cytat pochodzi z książki The difference engine: Charles Babbage and the quest to build the first computer autorstwa Dorona Swade’a.

The story starts with Frodo: a young hobbit, quite bright, a bit dissatisfied with what he’s learnt so far and with his mates back home who just want to get jobs and settle down and drink beer. He is also very much in awe of his tutor and mentor, the very Senior professor Gandalf, so when Gandalf suggests he take a short project from him (carrying the Ring to Rivendell) he agrees. Frodo very quickly encounters the shadowy forces of fear and despair which will haunt the rest of his journey and leave permanent scars on his psyche, but he also makes some useful friends. In particular he spends an evening down at the pub with Aragorn, who has been wandering the world for many years as Gandalf’s postdoc and becomes his advisor when Gandalf isn’t around. After Frodo has completed his first project Gandalf (along with head of department, Elrond) proposes that the work should be extended. He assembles the large research group, including visiting students Legolas and Gimli, the foreign post-doc Boromir and several of Frodo’s own friends from his undergraduate days. Frodo agrees to tackle this larger project, though he has mixed feelings about it (“I will take the Ring, he said although I don’t know why”).
Very rapidly, things go wrong. First Gandalf disappears and has no more interaction with Frodo until everything is over (Frodo assumes his supervisor is dead, in fact he has simply found a more interesting topic and is working on that instead). At his first international conference in Lorien, Frodo is cross – examined terrifyingly by Galadriel, and betrayed by Boromir, who is anxious to get the credit for the work himself. Frodo cuts himself off from the rest of his team: from now on he will only discuss his work with Sam, an old friend who doesn’t really understand what it’s all about, but in any case is prepared to give Frodo credit for being rather cleverer than he is. Than he sets out towards Mordor.
The last and darkest period of Frodo’s journey clearly represents the writing-up stage, as he struggles towards Mount Doom (submission) finding his burden growing heavier and heavier yet more and more a part of himself, more and more terrified of failure; plagued by the figure of Gollum, the student who carried the Ring before him, but never wrote-up and still hangs around as a burnt-out jealous shadow; talking less and less even to Sam. When he submits the Ring to the fire, is in desperate confusion rather than with confidence, and for a while the world seems empty.
Eventually it is over: the Ring is gone, everyone congratulates him, and for a few days he can convince himself that his troubles are over. But there is one more obstacle to overcome months later, back in the Shire, he must confront the external examiner Saruman, an old enemy of Gandalf, who seeks to humiliate and destroy he’s rival’s protege. With the help of his friends and colleagues Frodo passes through this ordeal, but discovers at the end that victory has no value left for him. While his friends return to settling down and finding jobs and starting families, Frodo remains in limbo; finally along with Gandalf, Elrond and many others he joins the brain drain across the Western Ocean to the new land beyond.
David Pritchard

W celu chwilowego odetchnięcia od bzdur i idiotów te bzdury rozprowadzających, postanowiłem się skupić na tym co tak naprawdę mnie interesuje. Zwłaszcza w kontekście bredni o dżumie rozprzestrzenianej na Ukrainie.

Pracuję w środowisku interdyscyplinarnym, skupiającym zoologów, botaników, matematyków, geografów, weterynarzy, meteorologów i ekologów. Ponadto na konferencjach, w których dotychczas brałem udział spotykałem także ludzi z WHO, ekspertów od kontroli chorób, nawet przedstawicieli rządów krajów, w których niektóre choroby zakaźne stanowią problem. Pomimo dobrego samopoczucia większości Europejczyków i coraz częstszej histerii wywołanej szczepionkami (a nie samymi chorobami) tendencje światowe występowania groźnych chorób zakaźnych nie są tak optymistyczne, jak nam w Europie mogłoby się wydawać. Wiele chorób nadal zabija ludzi w najlepsze – w 2008 roku malarią zarażonych było 247 milionów osób, z czego blisko 881 tysięcy zmarło. Inne (spośród dziesiątek) choroby to chociażby leiszmanioza (12 milionów zarażonych na świecie), gruźlica (1,6 miliona zmarłych w 2005) a nawet – mimo niewielkiego obecnie występowania na świecie w porównaniu z Czarną Śmiercią – dżuma, która występuje w wielu rejonach świata – w zachodniej części Stanów Zjednoczonych, Chinach, Indiach, Kazachstanie i na Madagaskarze.

Madagaskar i Kazachstan są szczególnie interesujące z mojego punktu widzenia, gdyż są to tereny badawcze, na których pracują inni członkowie mojego projektu. Sandra Telfer zajmuje się występowaniem dżumy na Madagaskarze, podczas gdy całkiem spora grupa badaczy z Wielkiej Brytanii, Belgii i Kazachstanu interesuje się tą chorobą na terenie Azji Środkowej.

Jednym z ciekawszych elementów studiowania epidemiologii jest często możliwość odejścia od szalek i preparatów mikroskopowych i skupienie się na tzw. szerszym spojrzeniu. Przykładem takiego spojrzenia są prace Stephena Davisa i Herwiga Leirsa dotyczące dżumy w Kazachstanie. Zajmują się oni modelem matematycznym (opublikowanym w Science) pozwalającym przewidywać epidemie dżumy na terenie kazachskiego stepu. Głównym gospodarzem bakterii Yersinia pestis na terenie Kazachstanu jest myszoskoczek wielki (niestety muszę się posiłkować angielska Wikipedią, bo polski tekst o tym gryzoniu jest po prostu tragiczny). Na tym właśnie gatunku teraz się skupię. Myszoskoczki żyją w koloniach. Kolonie te najczęściej składają się z członków jednej rodziny. Kolonia taka zajmuje obszar o kształcie mniej więcej koła. Na terenie tego koła myszoskoczki “czyszczą” cala wegetacje. Tworzą się w ten sposób plamy gołej ziemi, otoczone normalna wegetacją. Na podstawie obserwacji (w gigantycznym uproszczeniu!) jaki odsetek koloni jest zasiedlony (liczebność gryzoni zmienia się z roku na rok – wiele systemów mieszkalnych w okresach niskiej liczebności pozostaje pusta) można obliczyć prawdopodobieństwo wystąpienia dżumy. Problemem jest to, ze monitorowany obszar jest nie przymierzając – porównywalny rozmiarami z terytorium Belgii. Dlatego tez szuka się metod, które znacznie obniżyłyby koszty takiego monitorowania. I tu z pomocą przychodzi Google. Oto widok z wysokości 2km:

Białe plamki widoczne na zdjęciu to właśnie kolonie myszoskoczków.

Jedynym problemem może być częstotliwość aktualizacji, bądź (podobno najczęstszy problem ludzi, którzy chcą na serio pracować z Google Earth) brak zdjęć o odpowiedniej rozdzielczości.

Jednak widać tutaj potencjał do wykorzystania przy prognozowaniu ryzyka. Przy nakładzie kosztów (odejmując satelity, które i tak już są na orbicie) znacznie niższym niż analizy laboratoryjne (przy przetestowaniu skuteczności modelu w przewidywaniu wystąpienia epidemii) taka metoda może być bardzo skuteczna do monitorowania rozległych terenów Azji Środkowej. Należy jednak zaznaczyć, że metoda ta opiera się o wieloletnie obserwacje głównego gatunku nosicielskiego w środowisku naturalnym i transfer tej metody na inne tereny (na których główny gatunek – gospodarz jest inny i ma inną biologię/ekologię) może być zupełnie nieefektywny.

Świńska grypa – sprostowania

Idąc za przykładem blogu Archeowieści roznoszę dobrą nowinę na temat grypy A/N1H1. Blog Sprostowania 666 walczy z bredniami i kłamstwami rozprowadzanymi po polskiej części internetu. Dorzuć link do swojego blogrolla by wiadomości dotarły do jak największej liczby czytelników.

 

Creation

Plakat filmu CreationDwa tygodnie temu wybrałem się do kina na Creation. Film wyreżyserował Jon Amiel, w rolach głównych wystąpili Paul Bettany (jako Karol Darwin) i Jennifer Connelly (jako Emma Darwin, żona Karola). Creation jest chyba najbardziej ambitnym dziełem spośród filmów Amiela, gdyż poza Sommersby z 1993 roku zajmował się raczej lżejszymi, bardziej sensacyjnymi tematami. Bettany w roli Darwina również był dla mnie swego rodzaju zaskoczeniem, gdyż zaledwie kilka lat wcześniej grał Stephena Maturina w filmie Pan i władca: Na krańcu świata – bohatera łudząco przypominającego Darwina swoim charakterem i chęcią poznania Wysp Galapagos (tych samych, tak kojarzonych z Darwinem).

Uwaga: poniżej znajdują się szczegóły fabuły

Nie czytałem recenzji przed pójściem do kina – co zwykle robię, by się przygotować na męczarnie bądź ucztę. Film o Darwinie był jednak jednym z tegorocznych must-see wydarzeń, więc postanowiłem sobie na pierwsze wrażenia dopiero w kinie. I te wrażenia tkwią we mnie do dziś. Podstawowe to zaskoczenie. W epoce kina, które nie oszczędza na efektach specjalnych, budżetach na podróże w celu filmowania egzotycznych miejsc czy zwierząt Creation obiera zupełnie inną drogę. Dla osoby nie znającej podróży Darwina dookoła świata na pokładzie Beagle niektóre wydarzenia bądź sytuacje mogą być trudne do zrozumienia. Kontekst podróżniczy oraz do końca nie wyjaśniona przyczyna złego samopoczucia, wyraźnie wpływającego na jego pracę i życie rodzinne (ciekawostka – obszerny artykuł na Wikipedii omawiający problemy zdrowotne Darwina) dodatkowo utrudniają odbiór filmu. Creation skupia się bowiem na ludzkich problemach Darwina w czasie przed publikacją O powstawaniu gatunków. Jeden z twórców ewolucjonizmu ukazany jest jako człowiek targany wątpliwościami, rozdzierany bólem, jaki zadaje swoimi odkryciami głęboko wierzącej w Boga żonie. Z jednej strony naciskany przez Huxleya i Hookera by jak najszybciej opublikować pracę Darwin cały czas zmaga się z problemami wewnętrznymi. Obwinia się o śmierć ukochanej córki, stopniowo oddala się od swojego przyjaciela, pastora Innesa. Z drugiej strony stara się dopracować swoją książkę. Szczególnie bolesne (naukowo) dla Darwina doznanie to list od Alfreda Wallace’a, w którym autor na dwudziestu stronach opisuje główne założenia ewolucji – podczas gdy Darwin pisze grubą książkę. W ostateczności zostawia decyzję o publikacji swojej żonie.

Koniec spoilera

Najważniejszym moim zdaniem elementem filmu było pokazanie Darwina jako człowieka. Nie wyciętego z kart swojej pracy herosa badań naukowych i idola tysięcy naukowców. Nie wyjętego z filmów i książek kreatynów sprawcy największych nieszczęść XX wieku doktora zło. Prawdziwy człowiek z krwi i kości, z problemami i radościami.Dodatkowo wyraźnie ten film pokazuje to, co Darwin od samego początku chciał powiedzieć a czego za każdym razem kreatyni mu odmawiają – pomimo braku planu, braku nadzorcy w niebie, który kierowałby światem nadal liczą się uczucia. To, że nie jesteśmy dziećmi boga nie może być powodem, byśmy przestali być ludźmi.

Choć film momentami jest nierówny, wart jednak zobaczenia. Nie wszyscy mają jednak taką szansę – jak właśnie przeczytałem na blogu Rozplatając tęczę, że Amerykanie bardzo długo czekali na dystrybutora. Ciekawe do ilu kin dotrze ostatecznie ten ważny film.

Starsze wpisy »